29 marca 1940 Cambrai, Wschodnia Francja
Po przybyciu do Cambrai na Polaków czekali piloci z całej eskadry, którzy nie mogli doczekać się zapoznania z nowymi kolegami. Jednak deszczowa aura, która przyszła następnego dnia, znów pokrzyżowała plany. Pozwoliła jednak na zapoznanie się z planami, jakie wobec dywizjonu w którym służyli miał sztab. Nie licząc jednostek broniących wybrzeża, byli najdalej wysuniętą na północ jednostką Francuską. Ich zadaniem była obrona odcinka na południe od Lille, a na północ od Laonu, za które odpowiedzialne były dwa dywizjony Brytyjskie. Natomiast w razie ataku na Belgię, dywizjon miał wspomóc obronę Belgów nad Mons, Charleroi aż do Liege.
Major Frédéric Geille pod koniec opisu sytuacji powiedział:
-A jak nic się nie zmieni, to za jakiś czas wymienią nas na inną jednostkę, a tu dadzą kogoś, aby odpoczął. Już nie pierwszy raz zresztą. Jedyne potwierdzone zestrzelenie w dywizjonie odnieśliśmy poza Cambrai. Tutaj, nie będę was oszukiwać, przez całą jesień i zimę trzy razy ścigaliśmy Niemców. Jeden raz udało się ich nawet dogonić i kapitan Kerangueven z 5-tej eskadry porządnie uszkodził niemieckiego zwiadowcę, ale potem ten uciekł w chmury. Utraciliśmy kontakt, ale Holendrzy wyłowili potem niemieckich pilotów, więc to chyba byli ci. W każdym razie nie dolecieli do domu. Możliwe, że taki sam los spotkał tego Dorniera, którego we wrześniu uszkodził nad Renem chorąży Romey, wtedy stacjonowaliśmy na wschodzie. Tak więc każda eskadra ma po jednym prawdopodobnym Dornierze. No i jeszcze jedyne w pełni potwierdzone zestrzelenie. Chorąży Moret nad Bad Bergzabern zestrzelił Henschla. Na pomoc przyszły mu Messerschmitty, ale udało się ich przegonić, a tego jednego posłać na ziemię. Więc jak słyszałem, wy macie znacznie lepsze wyniki za 1 miesiąc, niż my przez całą tą "Śmieszną Wojnę" (Drôle de guerre). Ale idzie wiosna. Pogoda się poprawi, to i Niemcy pewnie będą znów próbować swoich sił. Wszystko jasne? - zapytał, jakby niezbyt pewny, czy polscy piloci go dobrze rozumieją.