|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Moderator: PL_CMDR Blue R
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
- Nie było cywilnych butów, panie poruczniku - Żwirko czuł się w obowiązku wyjaśnić sytuację - Musieliśmy do piętnastej czekać. Na szczęście opłaciło się i już ruszamy. A nie potrzebujecie przypadkiem jakiejś pomocy?
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
-Nie, poradzimy sobie - powiedział porucznik Cebrzyński, po czym dodał - Ale lepiej idźcie, bo im dłużej jesteśmy razem, tym większe ryzyko, że wpadka jednego, będzie wpadką drugiego.
Zakupiwszy bilety w małej kasie pocztowo-biletowej na rozpadającym się budynku stacji, czekali na pociąg. W zasadzie oprócz nich i drugiej grupy cywilów, w której Żwirko rozpoznał porucznika Cebrzyńskiego, nikt więcej nie czekał na pociąg... Żwirko długo przyglądał się porucznikowi. Jak na cywila stoi zbyt prosto, zbyt po żołniersku chodzi... Zdradzało to jego wojskowe pochodzenie... I gdy Żwirko już myślał, aby podejść do niego, spojrzał na swoje nogi... A jak on siedział? Jak oficer wojskowy, czekający na rozkaz. Mógłby śmiało założyć, że jakby wstał i podszedł do porucznika, szedłby wojskowym krokiem... Zaraz.. to chyba u Sienkiewicza było, że ktoś udawał księdza i odprawiał mszę, jakby dokonywał przeglądu wojsk..... Czy u Mickiewicza? Nieważne. Usiąść jak cywil... łatwo powiedzieć... pół życia wbijał sobie nawyki, aby zachowywać się jak na żołnierza przystało, a teraz musiał udawać, że żołnierzem nie jest... Jak to zrobić. Lekko zgarbić się... a może nogi wywalić do przodu, jakby chciał spać na tej ławeczce? Nie, to zbyt rzucające się w oczy... Może w pociągu kogoś podpatrzy? Zaraz. Noga na nogę i gazeta! No tak, tylko bez gazety będzie wyglądać głupio. Jak na złość żadnej nikt nie zostawił na dworcu. A może po prostu uda, że drzemie na ławeczce? O't zmęczony podróżny, drzemie czekając na pociąg?
Wtedy też usłyszał odległy gwizd lokomotywy. Tak, gdzieś tam w oddali był pociąg i lada moment powinien zobaczyć dym zbliżającego się parowozu. W pociągu podpatrzy kogoś, aby się nie wyróżniać.
Po chwili dostrzegł dym. Pociąg zbliżał się w kierunku stacyjki... i wtedy za budynku stacyjnego wyszło dwóch Rumuńskich żandarmów. Spojrzeli na prawo i lewo i zajęli pozycje, jakby na kogoś tutaj czekali. Raczej nie wybierali się w podróż mając tylko broń i mundur. I ta broń. Nie trzymali jej na ramieniu, a w rękach, jakby spodziewali się, że może być potrzebna... Tymczasem pociąg był coraz bliżej...
Zakupiwszy bilety w małej kasie pocztowo-biletowej na rozpadającym się budynku stacji, czekali na pociąg. W zasadzie oprócz nich i drugiej grupy cywilów, w której Żwirko rozpoznał porucznika Cebrzyńskiego, nikt więcej nie czekał na pociąg... Żwirko długo przyglądał się porucznikowi. Jak na cywila stoi zbyt prosto, zbyt po żołniersku chodzi... Zdradzało to jego wojskowe pochodzenie... I gdy Żwirko już myślał, aby podejść do niego, spojrzał na swoje nogi... A jak on siedział? Jak oficer wojskowy, czekający na rozkaz. Mógłby śmiało założyć, że jakby wstał i podszedł do porucznika, szedłby wojskowym krokiem... Zaraz.. to chyba u Sienkiewicza było, że ktoś udawał księdza i odprawiał mszę, jakby dokonywał przeglądu wojsk..... Czy u Mickiewicza? Nieważne. Usiąść jak cywil... łatwo powiedzieć... pół życia wbijał sobie nawyki, aby zachowywać się jak na żołnierza przystało, a teraz musiał udawać, że żołnierzem nie jest... Jak to zrobić. Lekko zgarbić się... a może nogi wywalić do przodu, jakby chciał spać na tej ławeczce? Nie, to zbyt rzucające się w oczy... Może w pociągu kogoś podpatrzy? Zaraz. Noga na nogę i gazeta! No tak, tylko bez gazety będzie wyglądać głupio. Jak na złość żadnej nikt nie zostawił na dworcu. A może po prostu uda, że drzemie na ławeczce? O't zmęczony podróżny, drzemie czekając na pociąg?
Wtedy też usłyszał odległy gwizd lokomotywy. Tak, gdzieś tam w oddali był pociąg i lada moment powinien zobaczyć dym zbliżającego się parowozu. W pociągu podpatrzy kogoś, aby się nie wyróżniać.
Po chwili dostrzegł dym. Pociąg zbliżał się w kierunku stacyjki... i wtedy za budynku stacyjnego wyszło dwóch Rumuńskich żandarmów. Spojrzeli na prawo i lewo i zajęli pozycje, jakby na kogoś tutaj czekali. Raczej nie wybierali się w podróż mając tylko broń i mundur. I ta broń. Nie trzymali jej na ramieniu, a w rękach, jakby spodziewali się, że może być potrzebna... Tymczasem pociąg był coraz bliżej...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Żwirko poczuł się w obowiązku uspokoić swoją grupę. Rozparł się wygodnie i - jak mu się wydawało - bardzo po cywilnemu na ławce i rzucił w eter:
- Panowie. Zachować spokój. Siedzimy aż do zatrzymania się pociągu. Potem wstajemy i spokojnie wsiadamy. Zdecydowanie innym wejściem niż żandarmi. Jeśli jednak dojdzie do kontaktu, pamiętajcie, że to nie są wrogowie. Patrzyli przez palce jak znikamy z obozu. Znają nas i raczej lubią. Okazujcie braterską serdeczność. Oczywiście gada tylko porucznik Drecki. Reszta - uśmiechy i uściski. W razie konieczności trzeba powiedzieć kim jesteśmy, ale nie wspominać o obozie. Jesteśmy Polakami. Jedziemy do swojej - jak najbardziej legalnej - ambasady w Bukareszcie. Prosimy o pomoc i wsparcie. Duchowe. I ewentualnie o kromkę chleba, bo jesteśmy głodni. To pomoże.
Staszek zastanowił się jeszcze króciutko i dodał:
- W ostateczności, ale dopiero gdy wyraźnie powiem, obezwładnimy i zamkniemy w pociągowym kibelku. Lub gdzieś. W żadnym wypadku nie zabijać! I nie łamać. To priorytet. I rozkaz.
- Panowie. Zachować spokój. Siedzimy aż do zatrzymania się pociągu. Potem wstajemy i spokojnie wsiadamy. Zdecydowanie innym wejściem niż żandarmi. Jeśli jednak dojdzie do kontaktu, pamiętajcie, że to nie są wrogowie. Patrzyli przez palce jak znikamy z obozu. Znają nas i raczej lubią. Okazujcie braterską serdeczność. Oczywiście gada tylko porucznik Drecki. Reszta - uśmiechy i uściski. W razie konieczności trzeba powiedzieć kim jesteśmy, ale nie wspominać o obozie. Jesteśmy Polakami. Jedziemy do swojej - jak najbardziej legalnej - ambasady w Bukareszcie. Prosimy o pomoc i wsparcie. Duchowe. I ewentualnie o kromkę chleba, bo jesteśmy głodni. To pomoże.
Staszek zastanowił się jeszcze króciutko i dodał:
- W ostateczności, ale dopiero gdy wyraźnie powiem, obezwładnimy i zamkniemy w pociągowym kibelku. Lub gdzieś. W żadnym wypadku nie zabijać! I nie łamać. To priorytet. I rozkaz.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Porucznik Drecki spojrzał na Żwirka i szepnął:
-Obezwładniamy, nie zabijamy? A zauważyliście, że to oni mają broń? W ostateczności to na ich łasce będziemy. Jak będzie ostateczność, to ja się poddam. Wolę wrócić do obozu, niż wykrwawić się w bójce z żandarmem.
I wtedy jeden z żandarmów obrócił głowę w stronę Żwirka i jego grupy, jakby teraz ich obserwował, co robią. Czy zostali rozpoznani? Czy tylko fakt, że byli jedynymi po tej stronie stacji to powodował? Pociąg wtoczył się na stację ciężko sapiąc i gdy zatrzymał się, wysiadły z niego dwie osoby. Porucznik Cebrzycki, niedbale machnął na swoją grupę i wsiadali do ostatniego wagonu. A żandarmi stali i nic nie robili... Tylko ten jeden patrzył w stronę grupy Żwirka
-Obezwładniamy, nie zabijamy? A zauważyliście, że to oni mają broń? W ostateczności to na ich łasce będziemy. Jak będzie ostateczność, to ja się poddam. Wolę wrócić do obozu, niż wykrwawić się w bójce z żandarmem.
I wtedy jeden z żandarmów obrócił głowę w stronę Żwirka i jego grupy, jakby teraz ich obserwował, co robią. Czy zostali rozpoznani? Czy tylko fakt, że byli jedynymi po tej stronie stacji to powodował? Pociąg wtoczył się na stację ciężko sapiąc i gdy zatrzymał się, wysiadły z niego dwie osoby. Porucznik Cebrzycki, niedbale machnął na swoją grupę i wsiadali do ostatniego wagonu. A żandarmi stali i nic nie robili... Tylko ten jeden patrzył w stronę grupy Żwirka
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Żwirko wstał z ławki i przeciągnął się demonstracyjnie, prezentując pełen luz i spokój.
- Ruszamy! I spokojnie, panowie. Za mną!
Nie oglądając się za siebie, leniwym krokiem ruszył w stronę pierwszego wagonu.
- Ruszamy! I spokojnie, panowie. Za mną!
Nie oglądając się za siebie, leniwym krokiem ruszył w stronę pierwszego wagonu.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Gdy wsiedli do pociągu emocje się zmniejszyły, a gdy pociąg ruszył uspokoiły się całkowicie. Choć Żwirko był pewny, że ci żandarmi są im przyjaźni, to jednak gdzieś z tyłu głowy było "A co jeżeli ktoś im wskaże, że to piloci i będą musieli się tym zająć?" Jednak nie był to koniec drogi. W zasadzie był to początek i to łatwiejszy.
Gdy dotarli do Bukaresztu, wydawało się, że to już koniec pewnej drogi. Jeszcze tylko dotrzeć pod wskazany adres i będą u swoich.
Ale żandarmi jakby ich śledzili i tylko na nich czekali. Tłum ludzi kierował się na stacji do wyjścia z peronów, a przy nich stało dwóch kolejnych żandarmów, którzy uważnie patrzyli na przechodzących, jakby starali się kogoś wypatrzeć... Ale na kogo mogli czekać tak późno w nocy na stacji?
Gdy dotarli do Bukaresztu, wydawało się, że to już koniec pewnej drogi. Jeszcze tylko dotrzeć pod wskazany adres i będą u swoich.
Ale żandarmi jakby ich śledzili i tylko na nich czekali. Tłum ludzi kierował się na stacji do wyjścia z peronów, a przy nich stało dwóch kolejnych żandarmów, którzy uważnie patrzyli na przechodzących, jakby starali się kogoś wypatrzeć... Ale na kogo mogli czekać tak późno w nocy na stacji?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Żwirko zorientował się, że jego ludzie już przyuważyli żandarmów. Szczególnie Drecki cały zesztywniał. Staszek, widząc to, tylko westchnął głęboko.
- Idziemy z tłumem, panowie. Zachowajcie spokój i luz. Żandarmi na sto procent nie na nas czekają.
- Idziemy z tłumem, panowie. Zachowajcie spokój i luz. Żandarmi na sto procent nie na nas czekają.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Gdy zbliżali się do żandarmów, nagle jeden z nich wskazał na Żwirka i obaj ruszyli w jego stronę. Czyżby się mylił? A jak to nie chodzi o niego, tylko to pomyłka? Musiał iść prosto i udawać, że tego nie widzi. Żandarm był o dwa metry od Żwirka, gdy nagle wyciągnął rękę, którą pokierował Żwirka na bok, a jego wzrok padł na kogoś za Żwirkiem. Staszek odetchnął z ulgą w duszy, bo fizycznie nie dawał po sobie poznać, że cieszy go, że się nie mylił, gdy żandarm go mijał i coś mówił do kogoś za Żwirkiem... I wtedy usłyszał głos zatrzymanego. Kapral Adamek odezwał się:
-Ja?
-Aratemi documente letaleaku! - odezwał się żandarm, wyraźnie kierując słowa do kogoś zaraz za Żwirkiem, gdzie był kapral... Umysł Staszka mówił:
-Idź dalej! Nie złapali ciebie, musisz dostać się do ambasady.
A serce mówiło:
-To przecież twój podwładny, nie możesz go samego zostawić.
-Ja?
-Aratemi documente letaleaku! - odezwał się żandarm, wyraźnie kierując słowa do kogoś zaraz za Żwirkiem, gdzie był kapral... Umysł Staszka mówił:
-Idź dalej! Nie złapali ciebie, musisz dostać się do ambasady.
A serce mówiło:
-To przecież twój podwładny, nie możesz go samego zostawić.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Rozum rozumem, serce sercem, podwładny nie podwładny - dla Żwirka liczyło się co innego. Mianowicie żołnierska lojalność. Nie zostawia się współbraci na pastwę losu. Ani na polu bitwy, ani nigdzie indziej. Byłby ostatnią szują, niegodną by jej w twarz splunąć, gdyby teraz powędrował dalej jak gdyby nigdy nic.
"Drecki szwargocze po rumuńsku!" - przeleciało mu przez głowę. Na szczęście i Żak i Drecki byli tuż przed nim. Wyciągnął obie ręce chwytając ich za ramiona i łagodnie zatrzymując.
- Panowie! Zorientujmy się o co chodzi. - odezwał się półgłosem - Drecki! Nastawiaj uszu i orientuj się! I wszyscy spokojnie w tył zwrot!
Wszyscy trzej obrócili się powoli, zajmując pozycję za plecami żandarmów i usiłując zrozumieć sytuację.
"Drecki szwargocze po rumuńsku!" - przeleciało mu przez głowę. Na szczęście i Żak i Drecki byli tuż przed nim. Wyciągnął obie ręce chwytając ich za ramiona i łagodnie zatrzymując.
- Panowie! Zorientujmy się o co chodzi. - odezwał się półgłosem - Drecki! Nastawiaj uszu i orientuj się! I wszyscy spokojnie w tył zwrot!
Wszyscy trzej obrócili się powoli, zajmując pozycję za plecami żandarmów i usiłując zrozumieć sytuację.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Drecki szepnął:
-Chcą dokumentów...
Tymczasem kapral chyba do końca nie rozumiejąc, czego oni chcą, spojrzał w stronę Żwirka i jeden z żandarmów musiał to dostrzec, gdyż obrócił się, spojrzał na trójkę i wykrzyknął coś w ich stronę, na co Drecki odpowiedział coś po Rumuński i zaczął ciągnąć Żwirka w stronę wyjścia... coś mówiąc mu po Rumuńsku i nagle dodając ciszej:
-Kazał odejść...
Żwirko w pół obrotu spojrzał w stronę kaprala. Jeden z żandarmów próbował się z nim porozumieć i chyba zobaczyć dokumenty, a drugi patrzył z podejrzliwością na Żwirka, Dreckiego i Żaka. Nie miał jednak wyciągniętej broni, więc jakby chcieli zaatakować to teraz... tylko jak zareagują osoby, które opuszczały dworzec, gdy nagle czwórka osób wda się w bójkę?
-Chcą dokumentów...
Tymczasem kapral chyba do końca nie rozumiejąc, czego oni chcą, spojrzał w stronę Żwirka i jeden z żandarmów musiał to dostrzec, gdyż obrócił się, spojrzał na trójkę i wykrzyknął coś w ich stronę, na co Drecki odpowiedział coś po Rumuński i zaczął ciągnąć Żwirka w stronę wyjścia... coś mówiąc mu po Rumuńsku i nagle dodając ciszej:
-Kazał odejść...
Żwirko w pół obrotu spojrzał w stronę kaprala. Jeden z żandarmów próbował się z nim porozumieć i chyba zobaczyć dokumenty, a drugi patrzył z podejrzliwością na Żwirka, Dreckiego i Żaka. Nie miał jednak wyciągniętej broni, więc jakby chcieli zaatakować to teraz... tylko jak zareagują osoby, które opuszczały dworzec, gdy nagle czwórka osób wda się w bójkę?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
- Proszę mnie puścić, poruczniku Drecki! - głos Żwirka był lodowaty, tak jak i jego wzrok, pod którym skulony dotąd Drecki natychmiast puścił Żwirkowy rękaw i wyprostował się - I proszę się wziąć w garść! Natychmiast!
Wszyscy trzej stanęli w miejscu, a Drecki jakby nieco ochłonął.
- Wracamy po kaprala Adamka! - w głosie Żwirka zadźwięczało stalowe zdecydowanie - I pan, poruczniku Drecki, wyjaśni żandarmom kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Samą prawdę. I zrobi pan to jak najserdeczniej i po przyjacielsku, prosząc o zrozumienie i pomoc jak od żołnierza dla żołnierza dwóch bratnich narodów. I zasugeruje pan delikatnie, ale zupełnie jasno, że w tłumie wokół nas jest dużo więcej żołnierzy bratniego Narodu Polskiego. I że ci nasi żołnierze bardzo się pogniewają na dwóch nadgorliwych żandarmów bratniego Narodu Rumuńskiego, jeśli ci nie okażą nam bratniej, serdecznej pomocy. Czy to jasne, poruczniku?! Jakby pan miał wątpliwości, to właśnie wydałem panu rozkaz! I jeśli pan go nie wykona co do joty - sąd wojskowy i pod mur! Ruszaj pan! A my idziemy za panem. I jak nie pomoże perswazja użyjemy siły.
Całą trójką ruszyli z powrotem. Drecki wyprostowany i jakby zdecydowany. Żak uśmiechnięty od ucha do ucha, kiwający potakująco głową i z uznaniem popatrujący na Żwirka.
A Żwirko szedł, powolutku podciągając rękawy i uważnie przepatrując otaczający ich tłum. Był przekonany, że wśród tych ludzi rzeczywiście mogą znajdować się grupki im podobnych, polskich wędrowców.
Wszyscy trzej stanęli w miejscu, a Drecki jakby nieco ochłonął.
- Wracamy po kaprala Adamka! - w głosie Żwirka zadźwięczało stalowe zdecydowanie - I pan, poruczniku Drecki, wyjaśni żandarmom kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Samą prawdę. I zrobi pan to jak najserdeczniej i po przyjacielsku, prosząc o zrozumienie i pomoc jak od żołnierza dla żołnierza dwóch bratnich narodów. I zasugeruje pan delikatnie, ale zupełnie jasno, że w tłumie wokół nas jest dużo więcej żołnierzy bratniego Narodu Polskiego. I że ci nasi żołnierze bardzo się pogniewają na dwóch nadgorliwych żandarmów bratniego Narodu Rumuńskiego, jeśli ci nie okażą nam bratniej, serdecznej pomocy. Czy to jasne, poruczniku?! Jakby pan miał wątpliwości, to właśnie wydałem panu rozkaz! I jeśli pan go nie wykona co do joty - sąd wojskowy i pod mur! Ruszaj pan! A my idziemy za panem. I jak nie pomoże perswazja użyjemy siły.
Całą trójką ruszyli z powrotem. Drecki wyprostowany i jakby zdecydowany. Żak uśmiechnięty od ucha do ucha, kiwający potakująco głową i z uznaniem popatrujący na Żwirka.
A Żwirko szedł, powolutku podciągając rękawy i uważnie przepatrując otaczający ich tłum. Był przekonany, że wśród tych ludzi rzeczywiście mogą znajdować się grupki im podobnych, polskich wędrowców.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Tłum robił się coraz mniejszy, gdyż wszyscy chyba opuszczali stację. I w zasadzie oprócz jakiegoś umorusanego chłopca w wieku może 10 lat, który jadł jabłko, patrząc na zatrzymanych i powoli zbliżał się zaciekawiony, nikt nie interesował się ich losem.
Drecki zaczął mówić do żandarma, a ten najpierw wydawał się zirytowany, potem przestraszony, a zaraz potem gniewny. Jego towarzysz, do tej pory napastujący kaprala, sięgnął do kabury.
-Mâinile sus! - wykrzyknął z wrogością.
27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:25
Żwirko otrząsnął się. Wolałby, aby już zaczęła się ta uroczystość, bo wspomnienia obejmowały kiepski okres. Piloci już stali w gotowości i zerkali w stronę bramy, czy generał już przybył. Spoglądali na charakterystyczny dojazd w Bron, ale generała wciąż jeszcze nie było... I myśli Żwirka wróciły do Bukaresztu. To był najczarniejszy fragment tej historii, moment gdy tracił wiarę w polskie wojsko. Drecki choć przez chwilę był gotowy, to widząc broń był gotowy tylko i wyłącznie do ucieczki lub poddania, szeregowi byli bardziej wyrywni, ale gdyby nie ten dzieciak, mogłoby potoczyć się inaczej. Wówczas Żwirek jeszcze nie wiedział, że młody dostał solidny zwitek banknotów, aby im pomóc... I okazał się najodważniejszy. W sumie jak Żwirko.
Październik 1939, Dworzec główny w Bukareszcie.
Żwirko już miał ruszyć, gdy dzieciak był szybszy. Zamachnął się jabłkiem i rzucił je wprost w dobywającego broń żandarma. To był ten moment, gdy Żwirko musiał działać, gdy jeden z żandarmów został rozproszony, a drugi jeszcze nie chwycił za broń. Cios pięścią na pewno spowodował, że żandarm zobaczył gwiazdy, a zatrzymany kapral Adamek wygarnął drugiemu. I wtedy z tłumu wypadło czterech typów wyglądających jak uliczny gang z filmu o "warszawce". Swój czy wróg? Żwirko nie miał czasu na rozmyślanie, gdy nagle usłyszał, jak tych 4 pcha do przodu kaprala i wyciąga ręce, aby i jego pociągnąć, krzycząc:
-Chodu!
To był głos porucznika Cebrzyńskiego, który odciągał ich od zataczających się po ciosach żandarmów.
Drecki zaczął mówić do żandarma, a ten najpierw wydawał się zirytowany, potem przestraszony, a zaraz potem gniewny. Jego towarzysz, do tej pory napastujący kaprala, sięgnął do kabury.
-Mâinile sus! - wykrzyknął z wrogością.
27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:25
Żwirko otrząsnął się. Wolałby, aby już zaczęła się ta uroczystość, bo wspomnienia obejmowały kiepski okres. Piloci już stali w gotowości i zerkali w stronę bramy, czy generał już przybył. Spoglądali na charakterystyczny dojazd w Bron, ale generała wciąż jeszcze nie było... I myśli Żwirka wróciły do Bukaresztu. To był najczarniejszy fragment tej historii, moment gdy tracił wiarę w polskie wojsko. Drecki choć przez chwilę był gotowy, to widząc broń był gotowy tylko i wyłącznie do ucieczki lub poddania, szeregowi byli bardziej wyrywni, ale gdyby nie ten dzieciak, mogłoby potoczyć się inaczej. Wówczas Żwirek jeszcze nie wiedział, że młody dostał solidny zwitek banknotów, aby im pomóc... I okazał się najodważniejszy. W sumie jak Żwirko.
Październik 1939, Dworzec główny w Bukareszcie.
Żwirko już miał ruszyć, gdy dzieciak był szybszy. Zamachnął się jabłkiem i rzucił je wprost w dobywającego broń żandarma. To był ten moment, gdy Żwirko musiał działać, gdy jeden z żandarmów został rozproszony, a drugi jeszcze nie chwycił za broń. Cios pięścią na pewno spowodował, że żandarm zobaczył gwiazdy, a zatrzymany kapral Adamek wygarnął drugiemu. I wtedy z tłumu wypadło czterech typów wyglądających jak uliczny gang z filmu o "warszawce". Swój czy wróg? Żwirko nie miał czasu na rozmyślanie, gdy nagle usłyszał, jak tych 4 pcha do przodu kaprala i wyciąga ręce, aby i jego pociągnąć, krzycząc:
-Chodu!
To był głos porucznika Cebrzyńskiego, który odciągał ich od zataczających się po ciosach żandarmów.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
"A jak zaczną strzelać w plecy?!" - pomyślał Żwirko i postanowił coś w tej kwestii zrobić. Z całej siły jeszcze raz przyłożył zataczającemu się żandarmowi, a gdy ten leciał w tył, przyskoczył i wyrwał mu z otwartej kabury pistolet. Widząc, że kapral Adamek odwraca się do niego, rzucił mu broń i machnął ręką, aby uciekali. Sam podskoczył do drugiego, oszołomionego strażnika i przytrzymawszy za klapy płaszcza, potężnie uderzył go czołem w twarz. Żandarm sflaczał i osunął mu się w rękach. Żwirko troskliwie ułożył go na posadzce i także pozbawił broni, po czym ruszył galopem za oddalającymi się kolegami, w biegu zasadzając zdobyczny pistolet za pasek spodni. Cała akcja nie trwała dłużej niż kilkanaście sekund. Teraz był pewien, że nikt kulki w plecy nie dostanie.
Kilo wody pod stopą!


- PL_CMDR Blue R
- Posty: 6896
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania
Pistolet lekko przeszkadzał w biegu i Żwirko musiał go przytrzymywać, ale jedno mógł powiedzieć. Jakby kiedykolwiek jakiś młody pilot narzekał, że sprawność fizyczna w bieganiu jest niepotrzebna, a wystarczy tylko sprawność ruchowa, będzie mógł opowiadać, jak ta sprawność pozwoliła mu doganiać tych, co uciekali pierwsi i to mimo małego zatrzymania po broń. Żwirek spojrzał za siebie i jako kontrprzykład mógł wskazać kaprala Adamka, który zostawał z tyłu. Żwirko już miał zatrzymać się i krzyknąć do kolegów z przodu, aby się zatrzymali, gdy ktoś inny kazał im się zatrzymać (co zresztą zignorowali): Odgłos gwizdka. Żwirek tylko rzucił okiem w tamtą stronę. Policjant, który szedł po drugiej stronie ulicy musiał zauważyć biegnącą grupę 4 osób, których ścigał Żwirko i odruchowo wzywał do zatrzymania (ale też alarmował innych policjantów, którzy mogli być w pobliżu). To doszło za daleko, aby teraz tłumaczyć się... tylko uciekać z policjantem za plecami, to nie był również najlepszy pomysł... Na dodatek Drecki właśnie wysuwał się na czoło peletonu i raczej ani myślał wracać zapewne... zaraz... czy Żwirek nie wyglądał, jak okradziony goniący za złodziejami, jak mogli wydawać się policjantowi jego koledzy z przodu?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)