|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Moderator: PL_CMDR Blue R
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1646
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Nie ma mowy, rozkaz jest wyraźny - lecimy razem. Proszę nawet mnie nie przekonywać.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7328
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Jeszcze przez dłuższy czas widział w lusterku samotny samolot kapitana Łaszkiewicza, który malał i malał, aż wreszcie zniknął im z oczu. Lecieli dalej, dla pewności sprawdzili łączność radiową, minęli Paryż z charakterystyczną wieżą Eiffla i kontynuowali lot w kierunku Flandrii. Gdy mijali tak słynne z poprzedniej wojny Compiègne, "Kosa" spojrzał na wskaźnik paliwa. Zbliżali się powoli do rezerwy. W zbiornikach było paliwa na około 75 minut lotu, a lot do Cambrai miał zająć około 50, z których już 30 przelecieli. Teraz najgorsze co mogło ich czekać, to albo atak nieprzyjaciela, gdy mieli mało paliwa, albo fakt, że lotnisko było zbombardowane.
Szczęśliwie, ani jedno, ani drugie się nie ziściło i wylądowali bez przeszkód, na lotnisku, które co prawda nosiło ślady ataku (nawet poprzednia maszyna "Kosy" stała na skraju, oczekując na rozebranie na części), ale wyraźnie podnosiło się. Po przekazaniu maszyn mechanikom zameldowali się majorowi Geille, meldując też o kłopotach kapitana Łaszkiewicza. Major przyjął meldunek, pogratulował ściągnięcia maszyn i powiedział:
-Od jutra znów latamy w pełnej sile. Niech mechanicy przygotują nowe maszyny do lotów bojowych. Miejmy nadzieję, że kapitan Łaszkiewicz wróci do wieczora, bo szkoda by było, aby jego ominęła wieczorna uroczystość. - wywołało to pewne zaskoczenie na zebranych, więc major doprecyzował:
-Nasz polski kolega, sierżant Flanek zestrzelił dziś 5 samolot nieprzyjaciela i oficjalnie możemy go uznać za pierwszego asa tej wojny! - po czym jakby chcąc doprecyzować dodał - Co prawda my trochę zbieramy cudzą chwałę, bo większość zestrzeleń sierżant odniósł nad Polską, ale zostanie asem, to nie byle co. Zgodnie z lotniczą tradycją, trzeba to uczcić!
"Kosa" był teraz jeszcze bardziej zdezorientowany. A czy przypadkiem podporucznik Skalski z Armii Pomorze nie zestrzelił 5 samolotów już podczas kampanii Wrześniowej? No i sierżant Flanek wspominał, że w swojej eskadrze we Wrześniu było 2 lepszych pilotów od niego? Ile miał zestrzeleń sierżant, gdy tu przybyli? 3 albo 4... Musiał mieć 3 i zestrzelić tutaj dwóch. Ale czy tamci inni nie zestrzelili w tym czasie też jakiegoś samolotu? No, ale to już pewnie po wojnie się okaże. Teraz pewne było, że sierżant Flanek jest asem, a czy pierwszym, czy piątym, nie robiło żadnej różnicy.
Szczęśliwie, ani jedno, ani drugie się nie ziściło i wylądowali bez przeszkód, na lotnisku, które co prawda nosiło ślady ataku (nawet poprzednia maszyna "Kosy" stała na skraju, oczekując na rozebranie na części), ale wyraźnie podnosiło się. Po przekazaniu maszyn mechanikom zameldowali się majorowi Geille, meldując też o kłopotach kapitana Łaszkiewicza. Major przyjął meldunek, pogratulował ściągnięcia maszyn i powiedział:
-Od jutra znów latamy w pełnej sile. Niech mechanicy przygotują nowe maszyny do lotów bojowych. Miejmy nadzieję, że kapitan Łaszkiewicz wróci do wieczora, bo szkoda by było, aby jego ominęła wieczorna uroczystość. - wywołało to pewne zaskoczenie na zebranych, więc major doprecyzował:
-Nasz polski kolega, sierżant Flanek zestrzelił dziś 5 samolot nieprzyjaciela i oficjalnie możemy go uznać za pierwszego asa tej wojny! - po czym jakby chcąc doprecyzować dodał - Co prawda my trochę zbieramy cudzą chwałę, bo większość zestrzeleń sierżant odniósł nad Polską, ale zostanie asem, to nie byle co. Zgodnie z lotniczą tradycją, trzeba to uczcić!
"Kosa" był teraz jeszcze bardziej zdezorientowany. A czy przypadkiem podporucznik Skalski z Armii Pomorze nie zestrzelił 5 samolotów już podczas kampanii Wrześniowej? No i sierżant Flanek wspominał, że w swojej eskadrze we Wrześniu było 2 lepszych pilotów od niego? Ile miał zestrzeleń sierżant, gdy tu przybyli? 3 albo 4... Musiał mieć 3 i zestrzelić tutaj dwóch. Ale czy tamci inni nie zestrzelili w tym czasie też jakiegoś samolotu? No, ale to już pewnie po wojnie się okaże. Teraz pewne było, że sierżant Flanek jest asem, a czy pierwszym, czy piątym, nie robiło żadnej różnicy.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1646
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Gratuluję ! Mam nadzieję, że sam wkrótce dołączę do tego szacownego grona. Szkoda, że nikt nie dopadł tego uszkodzonego przeze mnie lotnika, miałbym przynajmniej połówkę na swoim koncie.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7328
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Kapitan nie wrócił do wieczora, więc drugi dzień wojny musieli zamknąć bez niego. Chorąży Moret żartobliwie docinał Flankowi, że ten miał fory na starcie, bo walczył w Polsce i gdyby Moret tam był to Flanek mógłby nie być pierwszy, na co sierżant, nie zrażony uwagami Francuza odpowiedział, że "to zobaczymy, kto pierwszy osiągnie 7". Po prawdzie Francuz miał ku temu szanse. Jako jedyny miał zestrzelenie z okresu Dziwnej Wojny {a niewiele brakło, aby i "Kosa" takie miał}, 10 i 11 maja też nie wracał z pustymi rękami. Porucznik Debreuil skwitował to:
-Abyście tylko walczyli z Niemcami, a nie ze sobą. Dziś cieszymy się z pierwszego asa i abyśmy cieszyli się z kolejnych jako przyjaciele!
I wszyscy wznieśli toast szampanem, za Flanka i za kolejnych asów.
12 maja 1940
Poranek upływał pod znakiem braku wieści o kapitanie Łaszkiewiczu, ale zanim Francuzi zdecydowali się na wysłanie kogoś na poszukiwania, kapitan przyleciał na lotnisko, zgłaszając, że lądował po drodze w Couvron i po naprawie mechanizmu mógł wrócić do jednostki. Jednak major nie był przekonany do skuteczności napraw, więc ten dzień kapitan Łaszkiewicz spędził uziemiony.
3 pułk (brygada?) myśliwski została w międzyczasie rozkaz przemieszczenia do Belgii, jednak ich dywizjon pozostał na miejscu. Major na odprawie powiedział:
-Nie dostaliśmy nowych ciężarówek po stratach w nalocie. Wysłaliśmy jedną z pozostałych, aby sprawdziła jak wygląda lotnisko, ale przez zatory na drogach, nie dojechali nawet do granicy. Więc wahadłowy przerzut zapasów odpada. Dopóki nie będziemy w stanie przenieść się tam w całości z zapasami, nie ma sensu, abyśmy tam wylądowali i utknęli bez zapasów. Poinformowałem o tym dowództwo. Na razie zostajemy w Cambrai.
Nie wiedzieli jeszcze wówczas, że ich najbliższe przeniesienie odbędzie się w zupełnie przeciwną stronę, o czym miały pokazać najbliższe dni.
W pierwszy lot bojowy "Kosa" miał wystartować dopiero o 14:30, lecąc w parze z sierżantem Flankiem na tyle formacji. Porucznik Debreuil przedstawił plan:
-Ponieważ pozostałe dywizjony zajmują się patrolami w Belgii, mamy osłonić południowe skrzydło. Patrolować będziemy pomiędzy Cambrai, a Laonem wzdłuż dróg Cambrai-Laon, Laon-Wassigny i Wassigny-Cambrai. Start o 14:30. Jak nie napotkamy wroga, po czterech półgodzinnych kółkach lądujemy. Jak napotkamy wroga, to po walce w razie braku łączności wracamy na lotnisko. W innym wypadku będę przekazywać rozkazy na bieżąco. Lot odbędzie się na wysokości 4000 metrów, powyżej warstwy chmur, ale przy tym rozproszeniu chmur na niebie (pokrycie nie było większe od 10%), nie powinni nas minąć poniżej. Jakieś pytania panowie?
-Abyście tylko walczyli z Niemcami, a nie ze sobą. Dziś cieszymy się z pierwszego asa i abyśmy cieszyli się z kolejnych jako przyjaciele!
I wszyscy wznieśli toast szampanem, za Flanka i za kolejnych asów.
12 maja 1940
Poranek upływał pod znakiem braku wieści o kapitanie Łaszkiewiczu, ale zanim Francuzi zdecydowali się na wysłanie kogoś na poszukiwania, kapitan przyleciał na lotnisko, zgłaszając, że lądował po drodze w Couvron i po naprawie mechanizmu mógł wrócić do jednostki. Jednak major nie był przekonany do skuteczności napraw, więc ten dzień kapitan Łaszkiewicz spędził uziemiony.
3 pułk (brygada?) myśliwski została w międzyczasie rozkaz przemieszczenia do Belgii, jednak ich dywizjon pozostał na miejscu. Major na odprawie powiedział:
-Nie dostaliśmy nowych ciężarówek po stratach w nalocie. Wysłaliśmy jedną z pozostałych, aby sprawdziła jak wygląda lotnisko, ale przez zatory na drogach, nie dojechali nawet do granicy. Więc wahadłowy przerzut zapasów odpada. Dopóki nie będziemy w stanie przenieść się tam w całości z zapasami, nie ma sensu, abyśmy tam wylądowali i utknęli bez zapasów. Poinformowałem o tym dowództwo. Na razie zostajemy w Cambrai.
Nie wiedzieli jeszcze wówczas, że ich najbliższe przeniesienie odbędzie się w zupełnie przeciwną stronę, o czym miały pokazać najbliższe dni.
W pierwszy lot bojowy "Kosa" miał wystartować dopiero o 14:30, lecąc w parze z sierżantem Flankiem na tyle formacji. Porucznik Debreuil przedstawił plan:
-Ponieważ pozostałe dywizjony zajmują się patrolami w Belgii, mamy osłonić południowe skrzydło. Patrolować będziemy pomiędzy Cambrai, a Laonem wzdłuż dróg Cambrai-Laon, Laon-Wassigny i Wassigny-Cambrai. Start o 14:30. Jak nie napotkamy wroga, po czterech półgodzinnych kółkach lądujemy. Jak napotkamy wroga, to po walce w razie braku łączności wracamy na lotnisko. W innym wypadku będę przekazywać rozkazy na bieżąco. Lot odbędzie się na wysokości 4000 metrów, powyżej warstwy chmur, ale przy tym rozproszeniu chmur na niebie (pokrycie nie było większe od 10%), nie powinni nas minąć poniżej. Jakieś pytania panowie?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1646
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Żadnych pytań. Dla jasności - zauważamy wroga, meldujemy przez radio i atakujemy
.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7328
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
-Dokładnie, poruczniku - powiedział porucznik Debreuil - Nie widzę powodów, abym w razie zauważenia wroga nakazał oderwać się. Więc zauważycie wroga, meldujecie do mnie, wydaję rozkaz do ataku.
Wystartowali zgodnie z planem, wznieśli się na wysokość operacyjną i zmniejszyli prędkość do 320 kilometrów na godzinę, najekonomiczniejszej prędkości Moranów. Lecieli tak 25 minut, powoli przymierzając się do zakończenia pierwszego z 4 okrążeń, gdy w radio usłyszano meldunek z sieci naziemnej o formacji bombowców, która przekroczyła granicę, podając kurs i wysokość. To było około 45 kilometrów od ich pozycji
Porucznik Debreuil rozkazał krótko:
-Za mną!
Po czym zwiększając prędkość, poprowadził samoloty na południe. Silniki wyły, gdy samoloty przyspieszyły, kierując się na przechwycenie formacji. W ciągu 3 minut znaleźli się na skraju potencjalnego kursu formacji. Porucznik Debreuil rozkazał:
-Meldować natychmiast, gdy coś zauważycie!
"Kosa" wytężał wzrok, a jako lecący z tyłu, także musiał oglądać się za siebie. I jedyne, co widział to pojedyncze chmury, a w głowie kłębiły się myśli. Czy lecą za wolno i przeciwnik jest ciągle przed nimi? A może lecą za szybko i za chwilę przeciwnik przeleci tam, gdzie oni byli przed chwilą? A może Niemcy zmienili kurs? Z drugiej strony to było tylko 5 minut. Ile wroga formacja mogła pokonać? Może 30 kilometrów. To powinni zaraz być tutaj... I to było najbardziej denerwujące. Byli blisko, a jednocześnie nikogo nie wiedzieli.
Wystartowali zgodnie z planem, wznieśli się na wysokość operacyjną i zmniejszyli prędkość do 320 kilometrów na godzinę, najekonomiczniejszej prędkości Moranów. Lecieli tak 25 minut, powoli przymierzając się do zakończenia pierwszego z 4 okrążeń, gdy w radio usłyszano meldunek z sieci naziemnej o formacji bombowców, która przekroczyła granicę, podając kurs i wysokość. To było około 45 kilometrów od ich pozycji
Porucznik Debreuil rozkazał krótko:
-Za mną!
Po czym zwiększając prędkość, poprowadził samoloty na południe. Silniki wyły, gdy samoloty przyspieszyły, kierując się na przechwycenie formacji. W ciągu 3 minut znaleźli się na skraju potencjalnego kursu formacji. Porucznik Debreuil rozkazał:
-Meldować natychmiast, gdy coś zauważycie!
"Kosa" wytężał wzrok, a jako lecący z tyłu, także musiał oglądać się za siebie. I jedyne, co widział to pojedyncze chmury, a w głowie kłębiły się myśli. Czy lecą za wolno i przeciwnik jest ciągle przed nimi? A może lecą za szybko i za chwilę przeciwnik przeleci tam, gdzie oni byli przed chwilą? A może Niemcy zmienili kurs? Z drugiej strony to było tylko 5 minut. Ile wroga formacja mogła pokonać? Może 30 kilometrów. To powinni zaraz być tutaj... I to było najbardziej denerwujące. Byli blisko, a jednocześnie nikogo nie wiedzieli.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1646
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Rozglądam się bacznie na wszystkie strony pilnując jednocześnie formacji.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7328
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Tego wszystkiego do pilnowania było aż za dużo. Na szczęście lecieli prosto, a "Kosa" był z tyłu, więc nawet jak lekko nie utrzymał formacji, to nikt tego nie zauważył. Gorzej było z głową. Kręcenie w prawo i w lewo nie było najzdrowszym sposobem spędzania czasu. Lecieli tak jeszcze 2 minuty, po których porucznik nakazał zawrót i zmniejszenie prędkości. Lecieli z powrotem w kierunku Cambrai, ale "Kosa" dalej rozglądał się dookoła. Przecież Niemcy nie mogli się rozpłynąć w powietrzu. I wtedy o 15:07 nadeszła nowa wiadomość. Niemieckie bombowce są nad Laon.
To było niecałe 40 kilometrów od nich. Porucznik nakazał zwiększyć prędkość i wziąć kurs na Laon, ale ledwo dokonali zwrotu, gdy sieć naziemna zameldowała o "bombowcach zrzucających bomby na Soissons. To było kolejne 40 kilometrów dalej. Czy to były 2 grupy? Czy dostawali opóźnione informacje? Ale 40 kilometrów? Myśliwce potrzebowały na pokonanie takiej odległości 5 minut, bombowce z dobrych 7-8. Mieliby tak spóźnione informacje? Ale jak te o Laonie były spóźnione... to o ile spóźniony był meldunek o Soissons? Porucznik nakazał jednak pędzić w kierunku miasta. W zasadzie "Kosa" mógł się zgodzić. Co mogli teraz zrobić? Tylko lecieć naprzeciw Niemców, aby ich przechwycić jak będą wracali, niezależnie, czy była to jedna, dwie, czy pięć grup.
Lot w pościgu za wrogiem był ciut przyjemniejszy dla karku "Kosy". Trzeba było tylko zerkać na boki i co jakiś czas rzucić okiem za siebie. Jak ktoś ich ścigał, nie mógł zbliżyć się za szybko, a bombowce mogli dostrzec tylko przed sobą. Pod Soisonns dolecieli w ciągu 8 minut, aby móc odebrać meldunek, że bombowce wracające są pomiędzy Laonem, a Sissonne, kierując się na północny-wschód.
Co to było? Ciuciubabka? Porucznik tymczasem jakby zupełnie tym się nie przejmując, nakazał zmianę kursu, kierując ich w stronę Sissonne...
To było niecałe 40 kilometrów od nich. Porucznik nakazał zwiększyć prędkość i wziąć kurs na Laon, ale ledwo dokonali zwrotu, gdy sieć naziemna zameldowała o "bombowcach zrzucających bomby na Soissons. To było kolejne 40 kilometrów dalej. Czy to były 2 grupy? Czy dostawali opóźnione informacje? Ale 40 kilometrów? Myśliwce potrzebowały na pokonanie takiej odległości 5 minut, bombowce z dobrych 7-8. Mieliby tak spóźnione informacje? Ale jak te o Laonie były spóźnione... to o ile spóźniony był meldunek o Soissons? Porucznik nakazał jednak pędzić w kierunku miasta. W zasadzie "Kosa" mógł się zgodzić. Co mogli teraz zrobić? Tylko lecieć naprzeciw Niemców, aby ich przechwycić jak będą wracali, niezależnie, czy była to jedna, dwie, czy pięć grup.
Lot w pościgu za wrogiem był ciut przyjemniejszy dla karku "Kosy". Trzeba było tylko zerkać na boki i co jakiś czas rzucić okiem za siebie. Jak ktoś ich ścigał, nie mógł zbliżyć się za szybko, a bombowce mogli dostrzec tylko przed sobą. Pod Soisonns dolecieli w ciągu 8 minut, aby móc odebrać meldunek, że bombowce wracające są pomiędzy Laonem, a Sissonne, kierując się na północny-wschód.
Co to było? Ciuciubabka? Porucznik tymczasem jakby zupełnie tym się nie przejmując, nakazał zmianę kursu, kierując ich w stronę Sissonne...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1646
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
To nie możliwe, jest żeśmy ich nie zobaczyli. Coraz bardziej się denerwuję. Lecz pilnie wypatruję wroga.
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7328
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Gdy mijali Laon zaświtała nadzieja. Ledwo znaleźli się nad miastem, gdy zameldowano z sieci o samolotach bombowych lecących ich kursem właśnie nad Laon. Patrząc jak wcześniej wiadomości przychodziły z opóźnieniem, nie mogło to być o nich. Porucznik też był chyba tego zdania, gdy przekazał:
-Byli tu przed chwilą, utrzymujemy kurs!
Ale gdy przez kolejne minuty wróg nie pojawiał się na horyzoncie sytuacja była coraz bardziej irytująca. Była 15:29, gdy dolecieli do drogi Hirson-Sedan, biegnącej wzdłuż granicy. Wtedy porucznik rozkazał:
-Przerywamy pościg. Wracamy na lotnisko.
-Byli tu przed chwilą, utrzymujemy kurs!
Ale gdy przez kolejne minuty wróg nie pojawiał się na horyzoncie sytuacja była coraz bardziej irytująca. Była 15:29, gdy dolecieli do drogi Hirson-Sedan, biegnącej wzdłuż granicy. Wtedy porucznik rozkazał:
-Przerywamy pościg. Wracamy na lotnisko.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
- PL_Cmd_Jacek
- Administrator
- Posty: 1646
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:02
- Lokalizacja: Będzin / Ploiesti
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
wracamy zgodnie z rozkazem
"Mówię tylko do tych, którzy chcą mnie słuchać. Ci, którzy nie chcą nie obchodzą mnie.
Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

Po co mam czas tracić na mówienie do ściany ? Ściana i tak zawsze swoje wie" (by Indios Bravos)

- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7328
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R3 - ppor. Bartosz "Kosa" Wiśniowski - Bitwa o Flandrię
Samoloty zaczęły krążyć na lotniskiem i wreszcie nadeszła kolejność na lądowanie Polaków. "Kosa" miał dość tego lotu. Wylądować, przejść się, wyrzucić te emocje. Skupił się na trafieniu we właściwą część pasa, wyrównał lot i spojrzał na zbliżające się lotnisko. Idealne podejście. "Kosa" pokręcił głową. Przecież w Polsce naprowadzanie działało. Owszem, byli za wolni, przez co Niemcy im uciekali...Co mogło pójść nie tak. Dobrze, są prawie nad pasem. Teraz tylko obniżyć lot....
[umiejętność "lądowanie" aktywowana]
I nagle oczy "Kosy" wyszły wręcz z orbit, gdy przed oczami przeleciało mu szkolenie z lądowania. Rzucił szybko wzrokiem na lampkę podwozia. Światełko schowanego podwozia złośliwie świeciło zielenią, jakby zawiedzione, że je zauważył. "Kosa" był już prawie nad pasem. "Zdąży wysunąć podwozie, czy musi iść na kolejny krąg?" - pomyślał, gdy przełożył wajchę i lampka zgasła. Układ pneumatyczny zaczął działać i "Kosa" poczuł opór powietrza...Był w miejscu w którym powinien przyziemiać, ale czerwona lampka jeszcze nie wskazywała zabezpieczonego podwozia... Co prawda pas był długi i mógł jeszcze chwilę opóźnić przyziemienie, ale musiałby mocniej zwalniać... ale czy nie lepiej teraz już przyspieszyć, poderwać się i zacząć kolejny, bezpieczny krąg? Kątem oka rzucił na sierżanta Flanka. Ten leciał już z wypuszczonym podwoziem, gotowy do lądowania.
[umiejętność "lądowanie" aktywowana]
I nagle oczy "Kosy" wyszły wręcz z orbit, gdy przed oczami przeleciało mu szkolenie z lądowania. Rzucił szybko wzrokiem na lampkę podwozia. Światełko schowanego podwozia złośliwie świeciło zielenią, jakby zawiedzione, że je zauważył. "Kosa" był już prawie nad pasem. "Zdąży wysunąć podwozie, czy musi iść na kolejny krąg?" - pomyślał, gdy przełożył wajchę i lampka zgasła. Układ pneumatyczny zaczął działać i "Kosa" poczuł opór powietrza...Był w miejscu w którym powinien przyziemiać, ale czerwona lampka jeszcze nie wskazywała zabezpieczonego podwozia... Co prawda pas był długi i mógł jeszcze chwilę opóźnić przyziemienie, ale musiałby mocniej zwalniać... ale czy nie lepiej teraz już przyspieszyć, poderwać się i zacząć kolejny, bezpieczny krąg? Kątem oka rzucił na sierżanta Flanka. Ten leciał już z wypuszczonym podwoziem, gotowy do lądowania.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)