|
Aktywację użytkowników dokonuje tylko Admin po informacji na Discordzie Uwaga !!! Google / Gmail blokuje korespondencję z forum Archiwum forum PolishSeamen - tylko do odczytu Zapraszamy na serwer głosowy DISCORD |
R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Moderator: PL_CMDR Blue R
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7073
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Andrzej utrzymywał cały czas odległość, wiedząc, że porucznik pilnuje, że nie zbliża się zbytnio do swoich, ani nie odpada. Ile razy ćwiczyli takie latanie, choć nigdy nie leciał tak, aby eskortować jakieś maszyny. Po kilku minutach lotu, prowadzący rozkazał, aby wszystkie myśliwce odbiły na północ i Andrzej jednym płynnym ruchem wrócił do szyku. Gdy myśliwce zebrały się razem, skręcili w stronę Niemiec. Oddalili się od bombowców na dwie minuty i nie zauważywszy nieprzyjaciela znów zawrócili. Dogonili jeszcze raz bombowce i znów wykonali zawrót, ale i tym razem nikt ich nie ścigał. I tak o 14:40 znaleźli się znów nad Belfort. Wtedy prowadzący przekazał:
-Dobra robota. Ptaszyny wracają do gniazda. Wracamy na lotnisko.
Andrzej czuł się w pewien sposób zawiedziony. Nawet nie napotkali Niemców... Znaczy ktoś ich widział, ale czy na pewno? Byli i rozpłynęli się. A może to wcale nie były samoloty? A może wzięli bombowce za ciężkie myśliwce i nie chcieli podjąć się walki z całym dywizjonem? No i powrót? Nie spędzili w powietrzu nawet godziny. W zbiornikach było wystarczająco paliwa na ponad godzinę patrolu... A jakby nie napotkali wroga, to nawet na dwie.
-Dobra robota. Ptaszyny wracają do gniazda. Wracamy na lotnisko.
Andrzej czuł się w pewien sposób zawiedziony. Nawet nie napotkali Niemców... Znaczy ktoś ich widział, ale czy na pewno? Byli i rozpłynęli się. A może to wcale nie były samoloty? A może wzięli bombowce za ciężkie myśliwce i nie chcieli podjąć się walki z całym dywizjonem? No i powrót? Nie spędzili w powietrzu nawet godziny. W zbiornikach było wystarczająco paliwa na ponad godzinę patrolu... A jakby nie napotkali wroga, to nawet na dwie.
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Tak czasem bywa - pomyślał Andrzej. Kolejny patrol do odhaczenia. Bez zestrzeleń wroga ale i bez strat.
Andrzej odprężył się i ziewnął szeroko. To chyba już koniec... wracamy na lotnisko?
Andrzej odprężył się i ziewnął szeroko. To chyba już koniec... wracamy na lotnisko?
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7073
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Ostatecznie latali trochę dłużej. Ale nie wynikało to z patrolu, a z faktu, że ich klucz został wyznaczony do lądowania jako ostatni. Niemniej, wkrótce po 15:00 Andrzej też wylądował, doprowadził samolot na miejsce postoju, przekazał samolot mechanikom (którzy ze względu na ostrzał dla pewności dokładnie sprawdzali każdy samolot) i mógł się odmeldować. Był to jedyny lot, który wykonali tego dnia i w zasadzie nawet nie dowiedzieli się, jak mocno oberwali Niemcy. Rzeczywiście, był to dziwny sposób prowadzenia wojny.
Porucznik Goethel miał po locie jedną uwagę. Tak mało latali z innymi pilotami eskadry, że gdy latali razem, miał problem po głosie rozpoznać, kto odzywa się w radio i dopiero podano numeru pozwalało na identyfikację rozmówcy. Andrzej miał w zasadzie podobne odczucia i major zgodził się, że spróbuje, aby loty wraz z kolegami z Francji odbywały się częściej.
Kolejne dni mijały na patrolach, podczas których nie napotkano wroga. 3 maja dla odmiany na patrol poleciano całą eskadrą i to polski klucz miał prowadzić formację. Czy to wynikało z polskiego święta? To pytanie pozostało bez odpowiedzi. Niemcy tymczasem wydawali się unikać latania nad Francją... zupełnie jakby coś knuli.
Jedynymi lotami, które zdawały się uchodzić za niebezpieczne były eskorty samolotów. Na początku maja na taką eskortę poleciała 4-ta eskadra, a 4 maja zaszczyt eskortowania znów przypadł im.
4 maja 1940 8:00
Tego poranka major Durieux podszedł do mapy i powiedział:
-W dniu dzisiejszym cała 3-cia eskadra ma być gotowa do lotu o 17:00. O 14:15 nad Belford na wysokości 3000 metrów spotkacie się z eskadrą Potezów 63.11. Będziecie je eskortować do Freiburga, gdzie celem nalotu jest stacja przeładunkowa. Potezy po nalocie zawrócą, a eskadra będzie postępować za nimi, aż do Belford, gdy rozstaniecie się. W razie kontaktu z nieprzyjacielem rozkazy pozostają bez zmian. Nie zapuszczać się w głąb Niemiec, walki toczyć w miarę możliwości po naszej stronie Renu. Pytania?
Andrzej miał dziwne deja vu. Już chyba słyszał te słowa. Jakby major recytował formułkę. Freiburg... To było jakieś 10-15 kilometrów w głąb Niemiec. Trochę dalej niż poprzednio. W tym tempie to do 1942 roku wreszcie ich wyślą nad Berlin...
Porucznik Goethel miał po locie jedną uwagę. Tak mało latali z innymi pilotami eskadry, że gdy latali razem, miał problem po głosie rozpoznać, kto odzywa się w radio i dopiero podano numeru pozwalało na identyfikację rozmówcy. Andrzej miał w zasadzie podobne odczucia i major zgodził się, że spróbuje, aby loty wraz z kolegami z Francji odbywały się częściej.
Kolejne dni mijały na patrolach, podczas których nie napotkano wroga. 3 maja dla odmiany na patrol poleciano całą eskadrą i to polski klucz miał prowadzić formację. Czy to wynikało z polskiego święta? To pytanie pozostało bez odpowiedzi. Niemcy tymczasem wydawali się unikać latania nad Francją... zupełnie jakby coś knuli.
Jedynymi lotami, które zdawały się uchodzić za niebezpieczne były eskorty samolotów. Na początku maja na taką eskortę poleciała 4-ta eskadra, a 4 maja zaszczyt eskortowania znów przypadł im.
4 maja 1940 8:00
Commandant DURIEUX Pierre - André
Commandant CLIQUOT DE MENTQUE Gérard
Commandant Polonais MUMMLER Mieczyslaw (2x He111, 1xHs126)
3eme Esc.
Capitaine PAPIN - LABAZORDIERE - RUILLIER-BEAU FOND Marie - 1x Grupowy Ju52
Capitaine ROY Pierre
Lieutenant COUILLENS Roger - 1 grupowy Ju52
Lieutenant JEANDET Henri - 1 Grupowy Ju52
Sous-Lieutenan GAUTHIER Gabriel - (ranny) 1 grupowy Do17, 1 Me109
Sous-Lieutenant GRUYELLE Michel 1 grupowe Do17, 1 Me109
Adjudant-Chef VALENTIN Georges - 1 grupowe Do17
Sergent-Chef DE-FRAVILLE Hubert 1 grupowy Hs 126
Sergent-Chef DOUDIES Jean 1 grupowy Do17
Sergent CATOIS Georges 1 grupowy Hs 126
Sergent GRIMAUD Henri (ranny)
Sergent LAMBLIN Jacques 1 grupowe Do17, 1 grupowy Ju52
Sergent MARTIN René-Lucien
Sergent PANHARD René - André - 1 Me109
Sergent PASSEMARD Amédée 1 grupowy Ju88
Sergent SONNTAG 1 grupowy Do17
Pilote Polonais
Lieutenant. Wladysław Goethel
Sous-Lieutenant Andrzej Baran (PL_Andrev) - (1 grupowy Ju87, 1 Do17 Campagne de Pologne) 1 He111
Caporal Eugeniusz Nowakiewicz (NPC) -
4eme Esc.
Capitaine HUGO Henri 1 Ju88 1 grupowy Hs 126
Lieutenant DUSSART Jean 1 grupowy Ju52
Lieutenant MANGIN
Lieutenant BOUTON Serge 1 grupowy Ju52
Sous-Lieutenant LOUIS Camille
Sous-Lieutenant POMIER-LAYRARGUES René
Adjudant-Chef PONTEINS Denis 1 grupowy Hs 126
Sergent-Chef GOURBEYRE
Sergent-Chef JONASZIK 1 Me109
Sergent BOILLOT Pierre - Charles 1 Me109
Sergent BOURDON
Sergent BRET Emile 1 grupowy Ju52
Sergent COHEN
Sergent GAUFFRE
Sergent LEFEVRE Maurice
Tego poranka major Durieux podszedł do mapy i powiedział:
-W dniu dzisiejszym cała 3-cia eskadra ma być gotowa do lotu o 17:00. O 14:15 nad Belford na wysokości 3000 metrów spotkacie się z eskadrą Potezów 63.11. Będziecie je eskortować do Freiburga, gdzie celem nalotu jest stacja przeładunkowa. Potezy po nalocie zawrócą, a eskadra będzie postępować za nimi, aż do Belford, gdy rozstaniecie się. W razie kontaktu z nieprzyjacielem rozkazy pozostają bez zmian. Nie zapuszczać się w głąb Niemiec, walki toczyć w miarę możliwości po naszej stronie Renu. Pytania?
Andrzej miał dziwne deja vu. Już chyba słyszał te słowa. Jakby major recytował formułkę. Freiburg... To było jakieś 10-15 kilometrów w głąb Niemiec. Trochę dalej niż poprzednio. W tym tempie to do 1942 roku wreszcie ich wyślą nad Berlin...
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Andrzej trochę z niepokojem czekał na ten lot.
Jak znów wroga nie będzie w powietrzu, to będzie to naprawdę dziwne - w końcu we wrześniu Luftwaffe pokazała całą swoją siłę.
Z drugiej strony mogą być bardziej przygotowani i można spodziewać się kłopotów, i to dużych...
Jak znów wroga nie będzie w powietrzu, to będzie to naprawdę dziwne - w końcu we wrześniu Luftwaffe pokazała całą swoją siłę.
Z drugiej strony mogą być bardziej przygotowani i można spodziewać się kłopotów, i to dużych...
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7073
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Tym razem do granicy lecieli dłużej. Zapewne aby uniknąć wykrycia, bombowce nie leciały najkrótszą drogą, a najpierw skierowały się na Colmar, a dopiero potem ruszyli wzdłuż linii kolejowej biegnącej z Colmaru do Freiburga. Była 14:30, gdy dotarli do Renu i tym razem Polski klucz jako pierwszy mijał granicę, głównie dlatego, że lecieli tym razem z przodu z prawej strony. Przed nimi rozpościerała się nizinna dolina rzeki, po lewej widać było wzgórza, a przed nimi pasmo górskie, u stóp którego leżał cel. Tym razem Niemcy nie mieli dobrego wzgórza, z którego mogli atakować wyprawę. Owszem, wzgórza Kaisera (czy jak tam się to tłumaczyło) na północy na pewno były obsadzone przez obserwatorów, ale tutaj pod nimi, Niemcy by narażali się na wykrycie z Francuskiej strony. Dodatkowo linia kolejowa idealnie wskazywała drogę na cel. Mieli dolecieć do celu, zaatakować, skręcić przez południe i wracać. 10 minut na terytorium wroga.
Do Freiburga dolecieli bez kontaktu z nieprzyjacielem i tylko niewielki ogień przeciwlotniczy z Freiburga był pierwszym objawem obecności wroga, ale znów był skierowany na bombowce. I był skuteczny. Andrzej dostrzegł jak tuż przed zrzutem bomb jeden z bombowców został trafiony i ciągnąc płomienny ogon, spadał na ziemię, a szyk samolotów rozsypał się. Czy bomby zrzucali na cel, czy aby pozbyć się ich pod ogniem. To oni płacili cenę tego nalotu, podczas gdy Andrzej, niczym widz w tym spektaklu.
Gdy oddalono się od Freiburga Andrzej mógł lepiej przyjrzeć się bombowcom. Jeden został zestrzelony, kolejne dwa były mocno uszkodzone i leciały na jednym silniku, a jeszcze jeden musiał mieć przestrzeloną chłodnicę. Czy cena za atak była akceptowalna? Tuż przed 17:40 Polacy znów jako jedni z pierwszych mijali Ren i wtedy porucznik Goethel zameldował:
-Samoloty jednosilnikowe na północ od nas, nisko. Lecą nad Renem!
Andrzej obrócił głowę i starał się je dostrzec, ale nie widział nikogo.
-Widzę je - zameldował kapral Nowakiewicz.
Musiały być, ale gdzie. Andrzej szukał wzdłuż Renu, ale nikogo nie widział. Wtedy też kapitan rozkazał:
-Klucze 3 i 5 [gdzie 5 to byli Polacy]. Zostajecie przy bombowcach. 2 i 4 za mną!
Naprawdę? Teraz gdy wreszcie nieprzyjaciel był blisko, oni mieli zostać?
Do Freiburga dolecieli bez kontaktu z nieprzyjacielem i tylko niewielki ogień przeciwlotniczy z Freiburga był pierwszym objawem obecności wroga, ale znów był skierowany na bombowce. I był skuteczny. Andrzej dostrzegł jak tuż przed zrzutem bomb jeden z bombowców został trafiony i ciągnąc płomienny ogon, spadał na ziemię, a szyk samolotów rozsypał się. Czy bomby zrzucali na cel, czy aby pozbyć się ich pod ogniem. To oni płacili cenę tego nalotu, podczas gdy Andrzej, niczym widz w tym spektaklu.
Gdy oddalono się od Freiburga Andrzej mógł lepiej przyjrzeć się bombowcom. Jeden został zestrzelony, kolejne dwa były mocno uszkodzone i leciały na jednym silniku, a jeszcze jeden musiał mieć przestrzeloną chłodnicę. Czy cena za atak była akceptowalna? Tuż przed 17:40 Polacy znów jako jedni z pierwszych mijali Ren i wtedy porucznik Goethel zameldował:
-Samoloty jednosilnikowe na północ od nas, nisko. Lecą nad Renem!
Andrzej obrócił głowę i starał się je dostrzec, ale nie widział nikogo.
-Widzę je - zameldował kapral Nowakiewicz.
Musiały być, ale gdzie. Andrzej szukał wzdłuż Renu, ale nikogo nie widział. Wtedy też kapitan rozkazał:
-Klucze 3 i 5 [gdzie 5 to byli Polacy]. Zostajecie przy bombowcach. 2 i 4 za mną!
Naprawdę? Teraz gdy wreszcie nieprzyjaciel był blisko, oni mieli zostać?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Trudno, rozkaz to rozkaz - pomyślał Andrzej.
Z drugiej strony to mogła być pułapka, aby odciągnąć część eskorty od bombowców...
Z drugiej strony to mogła być pułapka, aby odciągnąć część eskorty od bombowców...
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7073
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Coś musiało być na rzeczy, gdyż zaraz po oderwaniu się części myśliwców, francuzi zameldowali, że myśliwce skręciły na wschód. Kapitan rozkazał:
-Idziemy za nimi z przewagą wysokości. Pewnie ciągną na w pułapkę. Jak nie zaprzestaną odwrotu za minutę zawracamy.
Minuta w tamtą, minuta z powrotem. Lecąc dwie minuty za nimi z większą prędkością w ciągu kilku następnych minut powinni ich dogonić. Jeżeli Niemcy mieli samoloty w pobliżu, teraz była okazja aby zaatakować bombowce. Tylko czy Niemcy przeniknęliby przez francuskie posterunki niezauważeni? Odpowiedź brzmiała, że oczywiście, że to możliwe, więc następne minuty spełzły na oczekiwaniu na atak lub dostrzeżenie samolotów wroga. Niemniej jedyne samoloty, jakie się do nich zbliżyły, były to wracające ich własne samoloty.
O 17:50 dolecieli nad Belford i w radio odezwał się kapitan.
-Świetna robota. Wszyscy poza kluczem 3 wracają na lotnisko. Klucz 3. Dopilnujmy bombowców jeszcze kawałek, czy dolecą do lotniska.
W myślach Andrzeja kotłowały się myśli. Czy tak samo wyglądała wojna dla Niemców, gdy ich atakowali? Wlecieli, może kogoś widzieli, zrzucali bomby i wracali, jakby wojny nie było? Ale skoro przy tak niewielkich stratach atakowano Niemców, dlaczego nie robiono tego częściej? Przecież można było ich zarzucać tonami bomb, skoro byli tacy pasywni. Właśnie. Dlaczego Niemcy byli tacy pasywni? Dlatego, że ich większość lotnictwa bombowego walczyła w Norwegii?
-Idziemy za nimi z przewagą wysokości. Pewnie ciągną na w pułapkę. Jak nie zaprzestaną odwrotu za minutę zawracamy.
Minuta w tamtą, minuta z powrotem. Lecąc dwie minuty za nimi z większą prędkością w ciągu kilku następnych minut powinni ich dogonić. Jeżeli Niemcy mieli samoloty w pobliżu, teraz była okazja aby zaatakować bombowce. Tylko czy Niemcy przeniknęliby przez francuskie posterunki niezauważeni? Odpowiedź brzmiała, że oczywiście, że to możliwe, więc następne minuty spełzły na oczekiwaniu na atak lub dostrzeżenie samolotów wroga. Niemniej jedyne samoloty, jakie się do nich zbliżyły, były to wracające ich własne samoloty.
O 17:50 dolecieli nad Belford i w radio odezwał się kapitan.
-Świetna robota. Wszyscy poza kluczem 3 wracają na lotnisko. Klucz 3. Dopilnujmy bombowców jeszcze kawałek, czy dolecą do lotniska.
W myślach Andrzeja kotłowały się myśli. Czy tak samo wyglądała wojna dla Niemców, gdy ich atakowali? Wlecieli, może kogoś widzieli, zrzucali bomby i wracali, jakby wojny nie było? Ale skoro przy tak niewielkich stratach atakowano Niemców, dlaczego nie robiono tego częściej? Przecież można było ich zarzucać tonami bomb, skoro byli tacy pasywni. Właśnie. Dlaczego Niemcy byli tacy pasywni? Dlatego, że ich większość lotnictwa bombowego walczyła w Norwegii?
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Andrzej postanowił że po powrocie popyta swoich francuskich kolegów czy wyprawy bombowe na Niemcy od września 39 zawsze tak wyglądają...
To jest wręcz niewiarygodne - jedna wyprawa - może się zdarzyć, ale druga? Przecież te niemieckie ciężkie myśliwce były naprawdę groźne... gdzie one są?
Nad Anglią też spokój. No chyba że w Norwegii... ale żeby nie zostawić myśliwców do obrony własnego terytorium???
To jest wręcz niewiarygodne - jedna wyprawa - może się zdarzyć, ale druga? Przecież te niemieckie ciężkie myśliwce były naprawdę groźne... gdzie one są?
Nad Anglią też spokój. No chyba że w Norwegii... ale żeby nie zostawić myśliwców do obrony własnego terytorium???
Znam wszystkie możliwe pytania i wszystkie odpowiedzi.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
I jeśli mimo to je zadaję, to dlatego, że jest to - niestety - mój obowiązek.
- PL_CMDR Blue R
- Posty: 7073
- Rejestracja: 24 gru 2019, 20:16
- Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Re: R2 - ppor. Andrzej Baran - Drôle de guerre
Po wylądowaniu Andrzej zebrał się za przepytywanie, ale odpowiedzi były podobne. "Dopiero niedawno rozpoczęto takie naloty i jakoś Niemcy niezbyt licznie się pojawiają." "Anglicy atakują w głębi Niemiec, to tam jest liczniejsza obrona" "W 1939 to tylko eskortowali zrzucanie ulotek i też nie było ataków". Wyglądało na to, że oto mogli zrównać z ziemią kawałek Niemiec, ale nikt nie próbował nawet tego zrobić. Jakaś "Dżentelmeńska wojna". My nie atakujemy was, wy nie atakuje nas.... A jak atakujemy się, to niezbyt mocno. W zasadzie całe te naloty wydawało się, jakby służyły przypominaniu Niemcom, że jednak trwa wojna, a nie jakiemuś konkretnemu celowi. Jak to tak miało dalej wyglądać, to Andrzej chyba zwątpi w to, że ta wojna ma jakikolwiek sens....
Sens miała wojna w Norwegii, skąd jednak przychodziły bardzo niepokojące wieści. Obrona Norwesko-Brytyjska załamała się i Niemcy połączyli się z wojskami, które były od początku wojny otoczone pod Trondheim. Norwegowie i Anglicy cofali się na północ, a rząd premiera Chamberlaina chwiał się w posadach i mówiono, że albo szef MSZ go zastąpi, albo ogólnie ktoś z opozycjil. A co oni? Latali na puste patrole jakby wojny nie było. Aż Andrzeja podczas lotu 9 maja zainteresowało, czy jakby polecieli do Niemiec lotem koszącym, to czy Niemcy by w ogóle ich ostrzelali, czy bezczelność by ich zaskoczyła...
Gdy wieczorem 9 maja kładł się spaść, miał w planie zapytać dowództwo, co myślą o takich wyprawach, ale okazało się, że "Śmieszna Wojna" właśnie kończyła się, a zaczynała jak najbardziej ognista... Nadszedł 10 maja 1940 roku. Rozpoczynała się prawdziwa "Wojna na Zachodzie".
Koniec rozdziału
Ciąg dalszy w rozdziale III
Sens miała wojna w Norwegii, skąd jednak przychodziły bardzo niepokojące wieści. Obrona Norwesko-Brytyjska załamała się i Niemcy połączyli się z wojskami, które były od początku wojny otoczone pod Trondheim. Norwegowie i Anglicy cofali się na północ, a rząd premiera Chamberlaina chwiał się w posadach i mówiono, że albo szef MSZ go zastąpi, albo ogólnie ktoś z opozycjil. A co oni? Latali na puste patrole jakby wojny nie było. Aż Andrzeja podczas lotu 9 maja zainteresowało, czy jakby polecieli do Niemiec lotem koszącym, to czy Niemcy by w ogóle ich ostrzelali, czy bezczelność by ich zaskoczyła...
Gdy wieczorem 9 maja kładł się spaść, miał w planie zapytać dowództwo, co myślą o takich wyprawach, ale okazało się, że "Śmieszna Wojna" właśnie kończyła się, a zaczynała jak najbardziej ognista... Nadszedł 10 maja 1940 roku. Rozpoczynała się prawdziwa "Wojna na Zachodzie".
Koniec rozdziału
Ciąg dalszy w rozdziale III
Czasami brak taktyki, to jedyna możliwa taktyka....
PL_CMDR Blue R (Finek)
PL_CMDR Blue R (Finek)