Strona 1 z 4

R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 31 sty 2026, 16:09
autor: PL_CMDR Blue R
Obrazek


27 marca 1940 Lotnisko Lyon-Bron, Południowa Francja
9:15
"Żwirek" stał w dwuszeregu, gdy Ludwik przechodził przed nimi, sprawdzając kompletność mundurów. Rozkaz był jasny. Na wizytę wodza tylko którzy mają pełne umundurowanie staną na placu. Pozostali... "mieli się nie pokazywać". Że brakowało mundurów, to był aż wstyd. On i piloci, którzy dziś mieli odlatywać na front mieli pełne umundurowanie. O to zadbano. Ale nie wszyscy. Kilku pilotów z dawnej krakowskiej eskadry musiało zostać i nie pokazywać się. Na placu z ex-121-szej eskadry stał on, Andrzej, którego spotkali w Rumunii, "Święty", który stał z miną, jakby tu był za karę, Piłsudski, który dotarł do nich jako ostatni oraz sierżant Flanek. No i oczywiście dokonujący ostatniej inspekcji Ludwik. Inni musieli pozostać "w ukryciu" przed wzrokiem naczelnego wodza. Spośród zebranych pilotów ze 121-szej, wszyscy, poza "Świętym" mieli odlatywać na front zaraz po uroczystości.

Front.

Ile to miesięcy minęło, odkąd Żwirko latał bojowo. Tak, osłona transportu paliwa we wrześniu, a potem przyszedł rozkaz rozwiązania eskadry... Niby tylko pół roku, a wydawało się to wiecznością. Odkąd 17 września 1939 roku przekroczyli granicę Rumunii, Żwirko trzymaj się nadziei. Najpierw spodziewał się nowych myśliwców w Konstancy. Wsiąść we "francuza" i z powrotem do walki. Rumunii zorganizowali im jako tako drogę i ta cały czas prowadziła na południe. Problemem stało jednak wyżywienie, a w zasadzie jego brak, jak i brak pieniędzy na zakup, gdyż Polskie Złote straciły z upadkiem państwa wartość do wartości papieru na którym były wydrukowane. Gdyby nie miłosierdzie niektórych Rumuńskich rodzin, to chyba by padli z głodu w tej drodze.

Po kilku dniach marszu zaświtała nadzieja. Dalej mieli jechać pociągiem. Nareszcie, jakaś organizacja! Ale znów okazało się, że Rumunii do końca nie wiedzą, co się dzieje. Po dwóch dniach i zebraniu sporego tłumu, który ciężko było wyżywić, żandarmi wysłali pilotów dalej piechotą. Do grupy krakowskiej dołączyli piloci z Lwowa, Poznania, a nawet Warszawy. Wszyscy, którzy stracili kontakt z jednostkami, gdy rzut powietrzny odleciał do Rumunii i też trzymali się kierunku na Konstancę. Szli piechotą przez kraj tonący w błocie. Mijali nędzne pola, nie zebrane łany kukurydzy, gliniane chaty... Zupełnie jakby Rumunii chcieli pokazać im biedniejszą część kraju. Ale im biedniejszy był kraj, tym ludzie jakby bardziej troskliwi o porzuconych żołnierzy. Częstowali idących na południe pilotów, pozwalając im poczuć się wreszcie jak przyjaciele, a nie intruzi. I wreszcie na jednej ze stacji dostali wiadomość, że czeka na nich pociąg. I tym razem on naprawdę czekał. Co prawda były to lory na węgiel (nawet do końca nie opóźnione), ale były.

Pociąg zabrał ich do Tulczy, miasteczka zamieszkanego głównie przez Bułgarów, sprawiającego wrażenie jeszcze biedniejszego, niż te wioski, które mijali po drodze. Biedne wsie Rzeczypospolitej wyglądały przy nich jak bogate pałace. Mostki były zawalone, płoty z trzciny stały pogniłe, jak zęby żebraka, okna pozbawione były szyb i tylko szerokością drzwi można było określić, czy za drzwiami jest pomieszczenie do zamieszkania, czy chlew.

Stąd skierowano ich na południe, jak powiedziano "do obozu". Obóz. Tak... jak wioska Rumuńska wyglądała biednie wobec wioski Polskiej, tak "obóz" Rumuński wyglądał przy obozie harcerskim w Polsce. Po prostu miejsce po wycince, gdzie piloci, którzy przybyli tu wcześniej starali się coś zorganizować. Najstarszy stopniem był kapitan Stefan Łaszkiewicz z Brygady Pościgowej, który powitał przybyłych pilotów:
-No, Wacek - zwrócił się do porucznika Króla - Czyli jednak do nas dotarłeś. Co prawda nie tak jak się spodziewałem, ale... Mam nadzieję, że macie dobrych cieśli ze sobą, bo to, co nam tutaj przygotowali woła o pomstę do nieba. Jakby nie miejscowi, to byśmy chyba z głodu pomarli... Kogo tam przyprowadziłeś?
Wacław zaczął przedstawiać eskadry, a gdy przedstawił Ludwika, kapitan Łaszkiewicz powiedział:
-A, słyszałem, słyszałem. Jedna z niewielu eskadr, gdzie każdy pilot zestrzelił szkopa. Któryś z was nawet asem został, tak?
"Święty" burknął pod nosem:
-Chyba ty...
Żwirek tymczasem patrzył na miejsce do którego dotarli. Przecież w tych 3 namiotach to oni się nawet nie zmieszczą! I zaraz.... jak to jest obóz... To co z samolotami?

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 03 lut 2026, 21:51
autor: PL_Qbik
Myśli i pytania na potęgę kłębiły się w głowie Żwirka, ale zmęczenie nużącym marszem przeważyło. I to dosłownie. Przeszło z zastopowanych nóg nieco wyżej - do tego miejsca gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę - i tymże rejonom nadało takiego ciężaru, że ciało Żwirka, całkiem przeważone, wykonało klasyczne "klapen zi dupen", z rozmachem opadając na jeden z pozostałych po wycince pieńków. W głowie nadal szumiało od pytań. Czy będzie coś na ząb? W jaki sposób zorganizować sobie spanie? I kawałek daszku nad głową? Jak długo tu zostaną? Jak daleko jeszcze do Konstancy i czekających tam myśliwców? A co się dzieje w kraju? Czy będzie coś na ząb? Bo kiszki grają już niezłego marsza... Żwirko coraz wolniej wodził oczami od osoby do osoby, aby zidentyfikować kogoś, kto mógłby na te pytania odpowiedzieć. Coraz wolniej... i wolniej... I w końcu powieki opadły, głowa takoż... i wszystkie pytania odpłynęły, a Staszek zasnął snem sprawiedliwego.

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 04 lut 2026, 17:37
autor: PL_CMDR Blue R
Następnego dnia wraz z kuchnią polową, która przywiozła kaszę z jakimś gulaszem, przyszły dobre wieści. Rumuńska piechota dostała rozkaz, aby pół obozu pozostawić dla Polaków. Oczywiście, którą połowę? Tą lepszą, czy tą wymagającą remontu? Oczywiście te baraki, które wyglądały, jakby miały być przeznaczone do rozbiórki. Na dodatek nie było nawet całych mebli, a tylko te połamane.

Kolejne dni mijały na pracach w obozie, napływaniu nowych osób oraz sprzecznych informacji. Jednego dnia szeregowi mieli być wysyłani do Transylwanii, drugiego okazywało się, że nie szeregowi, a będą pułkami dzieleni na obozy, a kolejnego okazywało się, że mają tu pozostać. Nikt nie wiedział, co za wiadomości przyniesie następny dzień. Wiadome było jedno. Samolotów nie ma. Są obozy.

Gdzieś pod koniec września, gdy sprawdzali w kilku chłopa wytrzymałość naprawionego piętrowego łóżka (dla sierżanta Flanka, który miał spać na dole było to krytycznie ważne, aby piętro nie spadło na niego w nocy), do koszar wszedł Wacław i powiedział:
-Panowie. Ktoś na was czeka przy drzwiach.
Żwirek spojrzał w kierunku drzwi, w których stał.... cały i zdrowy (nie licząc obandażowanej ręki) podporucznik Andrzej Baran!

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 04 lut 2026, 19:59
autor: PL_Qbik
A mogłoby się jakoś wyjaśnić skąd wiadomo, że "Samolotów nie ma." ???!
:eek
====================================================================================

- No wszelki duch Pana Boga chwali! - Żwirko otrząsnął się z zaskoczenia, rozłożył szeroko ramiona i ruszył w stronę Andrzeja - A niechże mnie kaczka pokopie! Toż to nasze Baranisko kochane!
Uściskali się mocno, poklepując po plecach.
- Chodźże, Andrzeju, siadaj i opowiadaj! - Żwirko w braku lepszego pomysłu wskazał dolny poziom testowanego przed chwilą piętrusa - Czyś głodny? Albo i spragniony? Ugościmy cię zaraz czym chata bogata! Skąd żeż cię do nas przywiało?

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 04 lut 2026, 20:40
autor: PL_CMDR Blue R
Bo może jakiś Rumuński oficer powiedział, że to finał, że samolotów nie będzie, bo jesteście internowani?
Bo nowo napływający mówią, że to internowanie.
Etc.

===============================


Zebrani rzucili się tak na Andrzeja, jakby chcieli go rozerwać. Każdy był zainteresowany co się działo z kolegą. Andrzej opowiadał, jak po zestrzeleniu, wyskoczył nisko nad ziemią i jak trafił do ewakuującej się szkoły Dęblińskiej z którą wycofał się aż pod granicę Rumuńską. Jego również interesowały przeżycia reszty kolegów, choć tu mieli mniej do opowiadania, niż Andrzej. Jeszcze tylko Feliksa brakowało, aby mogli być w komplecie, ale opowieść o szpitalnej kradzieży rozrastała się tak, ze szpital miał już dodatkowe piętro, gdy doszli do fragmentu o znoszeniu Feliksa po schodach.

Tymczasem zamiast Feliksa przybywali inni piloci i w Tulczy panował coraz większy tłok i niepewność, co do dalszych losów. Rumuni nie zachowali się jednak jak sojusznicy, a raczej jak neutralne państwo, jednak do pilnowania polskich pilotów nie przywiązywali zbyt dużej wagi, jakby była to dla nich kara. I niektórzy postanowi to wykorzystać, a pierwszy z Krakowskiej Eskadry zniknął "Święty".

Był początek października, gdy jak co rano piloci zbierali się na apel, którego całą rolą było chyba to, aby rumuński oficer mógł zapisać ilość osób w obozie. I zapewne tą kartkę wyrzucał zaraz potem, bo nijak to się nie przedkładało na większe przydziały jedzenia, o które musieli osobno się dopominać, aby pomimo zwiększania ilości osób, każdy mógł napełnić żołądek. Teraz jednak, gdy zebrali się, brakowało "Świętego". Ludwik wysłał Andrzeja z poleceniem obudzenia "śpiocha", ale ten wrócił i powiedział:
-Nie ma "Świętego". Nie ma też jego rzeczy.
Ludwik zapytał, kto ostatnio widział "Świętego" i tu wszyscy byli zgodni, że wieczorem jeszcze był. Gdy do grupy podszedł Wacław Król i zapytał, co się stało. Ludwik odparł, że "Święty" zniknął, po czym dodał: "Myślę, że Arabski wie, gdzie się udał nasz szanowny as przestworzy"
Zabrali z Wacławem kaprala Arabskiego i zniknęli wewnątrz baraku.
Sierżant Flanek odezwał się do "Żwirka":
-Chyba porucznik miał dość czekania na nowe rozkazy i wziął sprawy we własne ręce. A co z nami, poruczniku? Myśli pan, że nas wreszcie wypuszczą?

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 05 lut 2026, 20:00
autor: PL_Qbik
- Nie, sierżancie, nie myślę. Na pewno nas nie wypuszczą, bo po prostu nie mogą. Prawo międzynarodowe. Są krajem neutralnym i nie wolno im tego zrobić. Jedyne co mogą zrobić - i chyba właśnie to robią - to przymknąć oko na to co my tu wyprawiamy. I czy uciekamy, czy nie. Więc jeśli o mnie chodzi, to zbierzmy się całą naszą grupą - z dowódcami - i ustalmy coś legalnie razem i po Bożemu. A nie jak Święty - po cichu i samolubnie. Tak, Poldek, zróbmy to od razu. Chodźmy do Wacka, pogadać.

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 05 lut 2026, 20:48
autor: PL_CMDR Blue R
Wacław z Ludwikiem widząc pchających się do środka baraku, kazali czekać na zewnątrz na apel. Sami wkrótce dołączyli i nie mieli zbyt tęgich min.
Wacław rzucił tylko:
-Niech nikt Rumunom nie wspomina o ucieczce!
Podczas porannego apelu Rumuni wydali się jednak nie zauważać nieobecności jednego pilota, choć mogło to wynikać z tego, że dowódcy po prostu zameldowali "wszyscy obecni".

Przed południem Wacław z Ludwikiem zajęli się organizacją zajęć dla pilotów, najwyraźniej uważając, że tym, co należy teraz zrobić. Wtedy też Żwirko wreszcie mógł złapać Wacława na chwilę rozmowy o ucieczce. Wacław chyba myślał, że rozmowa dotyczyć ma "Świętego", gdy powiedział:
-A co tu mówić? Zwiał. Miejmy nadzieje, że dotrze do Francji, bo jak go zastrzeli jakiś Rumun, to będzie niepowetowana strata.
Gdy jednak Żwirko zapytał o pozostałych, Wacław westchnął i powiedział:
-Wy też? Żwirek, nie chcę, aby ktokolwiek został zastrzelony, przy przemykaniu lasami. Nasi generałowie wiedzą, jaką wartość prezentujemy i nie pozwolą nam tu zostać po wsze czasy. Może chcą poczekać, aż kurz opadnie trochę i Niemcy uznają, że siedzimy tu po kres świata? Dam sobie rękę uciąć, że nasz rząd prowadzi jakieś negocjacje z Rumunami i pewnego dnia przyjadą i znikniemy stąd szybciej, niż ktokolwiek zauważy. Ale musimy poczekać. Spójrz. Brakuje sporej liczby pilotów, co też dostali się do Rumunii. Choćby brakuje kogokolwiek ze 122-giej. Jestem pewny, że na dniach cokolwiek się dowiemy. Do tego czasu, trzymajmy się razem i nie podejmujmy pochopnych decyzji, dobrze, Żwirek?

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 06 lut 2026, 20:02
autor: PL_Qbik
- Dobrze, Królu. Coś w tym jest, co mówisz. Rzeczywiście trudno przypuścić, że nasz rząd - gdziekolwiek by teraz był i w jakimkolwiek byłby składzie - miałby zostawić nas tutaj, abyśmy zgnili w błocie... Przekonałeś mnie. Zatem czekajmy. Powiem chłopakom.
Żwirko klepnął kolegę w plecy z nową nadzieją i odszedł w głąb obozu.

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 06 lut 2026, 20:07
autor: PL_CMDR Blue R
Tego samego dnia do obozu dotarli piloci ze 122-giej eskadry i wreszcie dywizjon był cały na stan nocy z 31 sierpnia na 1 września (bo do stanu sprzed wojny brakowało 123-ciej eskadry). Od kapitana Wiórkiewicza piloci mogli poznać dalsze losy kampanii wrześniowej w wykonaniu krakowskiego dywizjonu. W zasadzie wiele tego nie było. Przez kolejny dzień piloci prowadzili rozpoznanie, a potem zaczęło się wycofywanie. Najpierw na wschód do Werby, a potem na południe do Petlikowic, gdzie zaczęto z wycofanych dywizjonów tworzyć dwa nowe dywizjony na przedmościu Rumuńskim. 122-ga eskadra miała połączyć się z pilotami Armii Poznań, aby stworzyć Poznańsko-Krakowski dywizjon... No i tam zastał ich 17 września, po którym mieli udać się do Rumunii. Tam zostawili maszyny, poczekali na rzut kołowy i skierowano ich tutaj. Kapitan Wiórkiewicz miał jednak pierwsze dobre wiadomości.

W Czerniowcu (miasto w Rumunii z dużym lotniskiem) spotkali podpułkownika Michała Bokalskiego z Brygady Bombowej. Informował pilotów Łosi, że we Francji będą formowane nowe oddziały i żeby nie sprawiali Rumunom problemów w obozach internowania, gdyż jak tylko kurz opadnie, sztab będzie wyciągać lotników i przerzucać do Francji. Mieli tylko czekać na informacje, kiedy i jak. Więc kolejna osoba potwierdzała to, na co liczył Wacław Król.

Następnego dnia znów na apelu brakowało kilku pilotów, choć ze 121-szej byli akurat wszyscy. Tym razem nie dało się jednak ukryć braku osób, gdy trzeba było podać Rumuńskiemu oficerowi ilość osób... Ku zaskoczeniu zebranych, Rumuński oficer, usłyszawszy nową ilość osób... po prostu skreślił liczbę z poprzedniego dnia w swoim notesie, zapisał nową i jakby nigdy nic zakończył apel, patrząc na polskich pilotów z miną, jakby zastanawiał się dlaczego oni wciąż tu są.

Około południa zaświtało kolejne światełko nadziei. Do obozu przybył jako wysłannik naczelnego wodza, major Eugeniusz Wyrwicki, pilot ze sztabu Brygady Pościgowej. Oficjalnie przybył sprawdzić, czy Rumunii odpowiednio traktują internowanych pilotów oraz dokonać "inwentaryzacji internowanych", ale gdy tylko Rumunów nie było w pobliżu, major zwrócił się do dowódców eskadr i ich zastępców (za jakiego obecnie uchodził Żwirko):
-Panowie. Generał Ujejski w polskiej ambasadzie w Bukareszcie organizuje przerzut pilotów. Każdy pilot, który ucieknie z obozu, ma się tam zgłosić, abyśmy mogli zorganizować mu dokumenty i plan ucieczki. Rumuni są nam przyjaźni, ale Niemcy naciskają na pilnowanie jeńców, więc o marszu na Bukareszt nie ma mowy. Ale jak kilku będzie znikać dziennie, nie będzie to rzucało się w oczy. Będziemy potrzebować waszej współpracy w przygotowaniu ucieczek od strony obozu. Wy lepiej widzicie, co robią wartownicy. Gdy sytuacja będzie krytyczna, wstrzymajcie ucieczki. Ktoś od nas będzie tu przyjeżdżał co kilka dni i w razie kłopotów, dacie nam znać, a my postaramy się załagodzić sytuację. Jasne?

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 07 lut 2026, 22:05
autor: PL_Qbik
Tak. To co powiedział major Wyrwicki było jasne. Było bardzo jasne i całkowicie jasne. Można nawet powiedzieć, że było jasne jak słońce. Było tak jasne, że Żwirko nawet nie widział potrzeby otwierania ust. Po prostu nagle uświadomił sobie, że jego głowa pełnymi, zamaszystymi ruchami potakuje, przemieszczając się w górę i w dół. I dobrze, że głowa kończyła się na szyi, bo gdyby nie to, potakiwałby cały Żwirkowy organizm - do pięt włącznie. Gdy Żwirko - zupełnie mimochodem - zerknął w prawo, a potem - już całkowicie nie mimochodem - w lewo, skonstatował iż wszystkie głowy wokół potakiwały identycznie, z takim samym zapałem i przekonaniem.
"Oj! - pomyślał Staszek - Coś mi się zdaje, że trzeba będzie tylko ustalić kolejność, żeby nie zniknęli wszyscy naraz i ... Hajda na Bukareszt!"

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 08 lut 2026, 14:01
autor: PL_CMDR Blue R
Jeszcze z generałem ustalono, że ucieczki muszą zostać zaplanowane, aby jedni nie przeszkodzili drugim i gdy major wyjechał, wieczorem w jednym z baraków spotkali się oficerowie od zastępcy dowódcy eskadry wzwyż, aby ustalić plan. Oficjalnie spotkanie służyło przygotowaniu dla majora listy pilotów w obozie oraz listy osób, które powinny również dotrzeć do Rumunii, ale jeszcze nie dotarły i Rumuni, nie mieli nic przeciwko, choć jednocześnie czas gonił, aby spotkanie nie trwało całą noc.

Sam opracowany plan był prosty. Rumuni nie interesowali się chorymi, a kilka osób zapadło na malarię. Dlaczego by więc nie zrobić epidemii, aby mniej osób kręciło się po placu? Drugi punkt oparł się o możliwość ucieczki z obozu. Rumuni nie pilnowali płotu od strony "szpitala", więc tamtędy łatwo było uciec do lasu, a stamtąd do wioski. A ponieważ Rumunii pozwalali wychodzić po zakupy, okazało się, że teren jest rozpoznany. Krawcowa bardzo chętnie skupi polskie mundury, bo to dobry materiał i wymieni na bardziej lokalne ciuchy. Potem tylko zakupić bilet, pojechać do Bukaresztu i dalej będzie z górki. Niemniej głównym problemem były pieniądze. To co mieli mogło wystarczyć dla kilku osób, a skąd wziąć więcej?
Podporucznik Skibiński zaproponował:
-Panowie. Uciekinierzy nie mogą brać walizek, bo to się zbyt będzie rzucało w oczy. Więc po ucieczce w obozie zostawią te rzeczy, których nie zabrali do kieszeni. Co powiecie na to, że każda grupa zabiera co może do kieszeni, a po ich ucieczce my spróbujemy spieniężyć, co zostawią, aby było na następną ucieczkę?
Oficerowie popatrzyli po siebie, widać było, że pomysł nie wszystkim się podoba. Wówczas kapitan Stefan Łaszkiewicz powiedział:
-O tym możemy zdecydować później. Może najpierw ustalmy, kto pierwszy ucieka. Jak ustalimy kto i te osoby nie będą mieć nic przeciwko, to możemy spróbować pomysłu porucznika. Macie jakieś pomysły, kogo wysłać najpierw? Czy rwiemy listę osób, co szykowaliśmy dla majora, wrzucamy do kociołka i ciągniemy losy?
Wacław powiedział:
-Losy to dobry pomysł. W końcu każdy chciałby być tym, co opuści nas, a wybierać kto ma mieć większe szanse, a kto mniejsze, to byłoby kupczenie, a nie honorowe zachowanie. Co o tym myślisz, Ludwiku?
-Hmmm ja widzę to inaczej. - powiedział Ludwik -Małe grypy po trzy cztery osoby, a w nich jeden doświadczony pilot i mniej doświadczeni aż do żółtodzioba ograniczy nam to ryzyko w razie niepowodzenia. Wszystko należy zaplanować i mieć świadomość jak wygląda grupa. No i oczywiście nic co może nas powiązać z wojskiem. Losy jak dla mnie odpadają.
Porucznik Józef Brzeziński poparł Ludwika mówiąc:
-Powinniśmy zwłaszcza ewakuować doświadczonych pilotów, ale żółtodziobów, jak powiedział kolega, bym chwilowo wykreślił. Musimy do Francji wysłać, co najlepsze.
Kapitan Zdzisław Krasnodębski powiedział:
-Widziałbym to tak. Starszy oficer oraz kilku doświadczonych. Najlepiej ci, którzy zestrzelili już samoloty nieprzyjaciela, to najlepsza weryfikacja umiejętności.
Wacław zapytał:
-To praktycznie większość taka jest, a musimy wybrać pierwszą grupę.
Kapitan Szczęśniewski powiedział:
-Panowie. Skoro ma być trzech-czterech, to proponuję. Jeden kapitan, jeden porucznik i losujemy z pilotów, co mają zestrzelenia, kto do nich dołączy.

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 08 lut 2026, 18:55
autor: PL_Qbik
Żwirko uważnie słuchał poszczególnych pomysłów, jednocześnie analizując je i weryfikując. Powoli zaczynała mu się w głowie rysować wizja, będąca niejako wypadkową usłyszanych propozycji, biorąca z każdej z nich co najlepsze i najlogiczniejsze i łącząca je w nowy kształt. Gdy wydawało mu się, że wizja dojrzała aby ją przedstawić, podniósł grzecznie rękę i po uzyskaniu pozwolenia wstał i zaczekał aż zapadnie cisza, a wzrok spiskowców spocznie na nim.
- Panowie. W każdym z przedstawionych tu pomysłów jest sporo racji. Pozwólcie, że przedstawię koncepcję biorącą co z nich najlepsze i łączącą je w jedno. Powiem co myślę a wy zdecydujecie. Otóż moim zdaniem nie możemy wysłać na pierwszy ogień najlepszych pilotów, pozostawiając tu samych żółtodziobów. Pomijając już fakt, że nasze żółtodzioby wszystkie są po ciężkich, ostrych szkoleniach, oraz mają we krwi nieuleczalną miłość do latania i mogą być o wiele lepsze, niż żółtodzioby francuskie czy inne - pozostawienie ich samych tutaj spowoduje, że dowództwo położy na nich kreskę i zmarnuje się ich ogromny potencjał. Proponuję - zgodnie z pomysłem Ludwika - tu, na miejscu, podzielić WSZYSTKICH naszych ludzi w czteroosobowe grupki ucieczkowe, a w skład każdej z nich niech wejdą i nasze asiory i żółtodzioby wg ustalonego przez nas klucza... Niech też w każdej z nich będzie przynajmniej jeden oficer... dopóki ich wystarczy. W ten sposób nie pozostawimy nikogo na zmarnowanie. A żółtodzioby we Francji szybko nabiorą doświadczenia. Gdy już takie konkretne grupki powstaną i każdy żołnierz będzie bez pudła wiedział do której z nich należy - każdej z nich nadamy numer. I wtedy dopiero kartki z numerami wrzucimy do czapki. W ten sposób - uczciwie i bez podtekstów - wyznaczymy kolejność opuszczania obozu. Z jaką prędkością to zrobimy zależy tylko od nas, bo Rumuni nam sprzyjają i nie będą robić przeszkód. Prędkość opuszczania obozu będzie raczej zależeć od wydajności rumuńskich kobiet, szykujących dla nas cywilne ciuchy. Nawiasem mówiąc to też jest doskonały pomysł. Tak samo jak pomysł porucznika Skibińskiego, dotyczący naszych prywatnych rzeczy, z którymi każdy z nas zdecyduje się rozstać. Wiem, że to czasem ciężko... Ale i tak nie zdołamy wszystkiego zabrać. A dołożenie własnej cegiełki do urealnienia przerzutu wszystkich żołnierzy - bezcenne!
Żwirko złapał oddech i powiódł wzrokiem po słuchaczach.
- To tyle chciałem powiedzieć. I pamiętajcie panowie: spieszymy się do Polski. Może i przez Francję, na pewno po łbach Niemców - ale zawsze i niezmiennie. Amen.
To mówiąc usiadł z rozmachem w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 08 lut 2026, 20:47
autor: PL_CMDR Blue R
Głos zabrał znów Zdzisław Krasnodębski:
-Czyli dalej jesteśmy w miejscu, że trzeba wyznaczyć. Więc może zróbmy to losowanie grup, ale nie wszystkich, a kilku. Przecież jutro mogą przyjść tutaj nowi piloci i co im powiemy? Wy odpadacie, bo się spóźniliście? No i aby uniknąć sytuacji, że piloci z jednego tylko dywizjonu opuszczają obóz, niech każda grupa zawiera osoby z różnych dywizjonów. A ponieważ czas leci, zróbmy dwie listy. Jedną dla Rumunów, czyli dla majora, drugą dla nas do podzielenia. I podzielmy listę naszych na dowódców, doświadczonych pilotów i żółtodziobów, bo inaczej spędzimy tutaj całą noc i nic nie ustalimy, bo gdzie 2 Polaków, tam 3 zdania. Spiszmy to i potem dowódcy dywizjonów zostają i podzielą pilotów.
Niektórzy jeszcze marudzili, ale głos, że należy coś zrobić został przeforsowany przez rosnące grono. Kapitan Walerian Jasionowski powiedział do Wacława:
-Pozwól, że zabiorę Ludwika i Żwirka. Jako, że do sformowania Francuskiego Dywizjonu nie doszło, to przygotuję z nimi oraz Mietkiem i Bronkiem tą listę. W końcu lataliśmy razem przez cały Wrzesień, to możemy wspólnie to ustalić. Oczywiście nie odbieram ci dowództwa, tylko chodzi o samą listę.
Wacław przytaknął i powiedział:
-Dobrze. Ja zostanę tu i dopilnuję, aby nowe pomysły nie wyszły na wierzch.

Piątka oficerów z Krakowskiego Pułku Myśliwskiego udała się do stołu obok. Walerian wziął kartkę, ołówek i powiedział:
-No to zacznijmy. Ja, Edek to dowódcy... Staszek Wielgus to nie as, ale doświadczony pilot. Za Zaolzie dostał pochwałę od generała Bortnowskiego. Florian... Właśnie. O takich osobach, jak on zapomnieliśmy... To na razie do żółtodziobów go zapiszmy, bo takich będzie najmniej, ale zaznaczę, że to techniczni... Tak samo doktor. No to może jako pierwsza, niech pójdzie [12]1-sza. Ludwiku, Staszku. Wy jako dowódcy, czy jako doświadczeni piloci się widzicie? Niby wiem, jak rozpisać resztę was, ale chciałbym usłyszeć to od was.

por. Ludwik Gwarczyński, (LudwikG) -Zestrzelenia 2 He-111, doświadczony lotnik, długo w pułku, "trzeci" w eskadrze 1 września 1939
ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko (PL_Qbik) - Zestrzelenia: 1 Ju87 , 0,5 He111, też doświadczony lotnik, długo w pułku, "czwarty" w eskadrze 1 września 1939
ppor. Andrzej Baran (PL_Andrev) - Zestrzelenia: 1/2 Ju87 1x Do 17, dopiero w 1939 dołączył po zakończeniu szkolenia
sierż. Leopold Flanek, (NPC) - Zestrzelenia: 1 Ju87, 1 Do17, 1 Bf109, Me110 (prawdopodobne), doświadczony lotnik, latał w akrobatycznej trójce krakowskiego pułku
plut. Jan Kremski, (NPC) - Zestrzelenia: 2x Bf109, 1 Bf 109 (prawdopodobnie), doświadczony lotnik, W 1937 zwyciężył razem (grupowo) w Centralnych Zawodach Lotnictwa Myśliwskiego i zdobył Puchar im. śp. płk. pil. Stanisława Jasińskiego.
kpr. Tadeusz Arabski, (NPC) - Zestrzelenia 2x 1/2 Ju87, 1/2 He111, młody lotnik
Nieobecnych nie podano, tak samo technicznych

Ludwik odpowiedział jako pierwszy
- Oczywiście, że jako doświadczony pilot! Chyba że w grupie nie będzie się to "spinać" , wtedy możesz mnie zapisać "wyżej". Zresztą czekaj... jak mamy "skakać" razem to zróbmy to tak Ja biorę jedną grupę, a Staszek drugą. U mnie Baran, Arabski i mogę kogoś od was albo technicznego, a Staszek reszte chłopaków z "pierwszej". I mielibyśmy to, przynajmniej u nas załatwione.
-Nie mówcie "u mnie", bo grupy dopiero będą dzielone - powiedział Walerian - I jak pomysł kapitana Krasnodębskiego przejdzie, to możecie być mieszani. Czyli... - spojrzał na kartkę. - Dowódcy: Ludwik i Żwirko, Doświadczeni: Flanek, Kremski i jako żółtodzioby Baran i Arabski... Czy Andrzeja raczej widzicie jako doświadczonego, niż żółtodzioba?

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 09 lut 2026, 20:33
autor: PL_Qbik
Żwirko z pewnym zdziwieniem spojrzał na Waleriana.
- No co ty, Waluś! Żółtodzioby to tacy, którzy jeszcze w akcji nie byli i prochu nie wąchali! Andrzej zatem będzie zdecydowanie doświadczony! I w ogóle nie przejmujcie się rangami, tylko właśnie doświadczeniem. Rangi są zdecydowanie drugorzędne. Te grupy mają tylko przemknąć do Francji. Czasem grupa złożona z samych niskich rangą poradzi sobie w drodze lepiej niż grupa z szarżami w składzie. A mnie dajcie gdzie chcecie - mnie jest dokładnie wsio rawno! Rachu ciach! Przydzielamy i po sprawie. Nie ma co dzielić włosa na czworo. Licznik bije - zegar tyka - Polska czeka na ratunek, a Szwaby na pranie dupska.

Re: R1 - ppor. Stanisław "Żwirek" Żwirko - Zew latania

: 10 lut 2026, 18:47
autor: PL_CMDR Blue R
Kapitan spojrzał przez okno na obóz, jakby patrzył, czy wciąż tu jest i zwrócił się do Ludwika:
-Kojarzycie tu jakiegoś pilota, co jest w takim razie żółtodziobem, Ludwiku? Przecież wszyscy tu zgromadzeni brali udział w wojnie.
- W naszych szeregach nie, ale lada moment pojawią się tu koledzy z Dęblina. - powiedział Ludwik, po czym zastanawiając się dodał - Jeśli się nie mylę to któraś eskadra z "poznańskich" miała kilku świeżych pilotów.
-Miała - powiedział kapitan - Wy też mieliście i obecnie chcecie ich jako doświadczonych wpisać. A jak co co się uczą, tu dotrą, to wtedy będziemy się nimi martwić, tak samo jak o pilotów eskadr, co tu nie dotarły. Ale jak chcecie. Czyli zdajecie sobie sprawę, że właśnie opóźniacie wyjazd swoich pilotów, skoro żółtodziobów tu prawie nie ma? Bo najwięcej będzie doświadczonych, co spowoduje, że jak ktoś jest żółtodziobem opuszcza obóz praktycznie z dnia na dzień. Czyli podsumowując [12]1-szą. Dowódcy; Ludwik i Żwirko, Doświadczeni: Cała reszta, Żółtodzioby: Brak, no i jeszcze techniczni, co pod żółtodziobami zapisujemy. Zgadza się? Żwirko, Ludwik? Brak sprzeciwów?
- Tak zgadza się, nasza ekipa to sami doświadczenie piloci. - powiedział Ludwik, zrobił pauzę i wypuścił głośno zirytowany powietrze, zwracając uwagę wszystkich przy stole, po czym powiedział:
-Wpadamy w otchłań zakulisową machiny wojenną a dokładnie "biurokrację" z którą tak często my żołnierze walczymy. Jaki jest cel przedostania się naszych pilotów? Jakie są oczekiwania względem nas? My jesteśmy gotowi i uzupełnić się możemy o naszych "żółtodziobów" czyli personel techniczny.
I nie, nie zdaję sobie sprawy, że opóźniam wyjazd swoich pilotów. To pytanie skieruj do tych którzy nami dowodzą. Dla mnie koledzy to jest cyrk, że mamy się tym martwić, że "góra" nawet skrzynki przerzutowej nie zorganizuję z cywilnymi ubraniami...achh szkoda gadać. Kontynuujcie beze mnie.